Выбрать главу

Na Kastora! Dajšła da ciabie, moža, choć viestka ab vystuplenni ŭ Nieapalisie? Sahnali ŭsich hreckich vałyndaŭ z Nieapalisu i vakolicaŭ, jany tak zasmurodzili arenu potam i časnykam, što nielha było vytrymać u pieršych radoch z aŭhustyjanami, ja dziakavaŭ bahom, što byŭ z Rudabarodym za scenaj. I ci pavieryš, jon bajaŭsia, sapraŭdy bajaŭsia! Chapaŭ maju ruku i prykładaŭ sabie da ŭstryvožanaha serca. Ledźvie ziachaŭ, a pierad vystupam byŭ bieły, moŭ pierhamin, na łbie vidać byli kropli potu. Adyž viedaŭ, što pa ŭsich radoch siadziać napahatovie pretoryjanie z kijami, jakimi mieli «krasać» zacikaŭlennie. Ale patreby nie było. Nivodzin chiba statak małpaŭ z vakolicaŭ Kartahiny nie patrapić tak vyć, jak vyła taja halita. Kažu tabie, smurod časnyku dachodziŭ až da sceny. A Neron kłaniaŭsia, chapaŭsia za serca, pasyłaŭ całunki i płakaŭ. Pasla prybieh da nas, čakajučych za scenaj, jak apjanieły, samachvalačysia: «Što ž značać usie maje tryŭmfy ŭ paraŭnanni z hetym?!» A tam hol usciaž vyła i płakała, viedajučy, što vyplaskvaje sabie łasku, darunki, biasiedu, łatarejnyja bilety dy novyja vidoviščy cezara-błazna. Ja im nat i nie dziŭlusia, što plaskali, bo taho dahetul nie bačyli. A jon zachaplaŭsia: «Voś što značać hreki!» I zdajecca mnie, što ad hetaje pary nianavisć jaho da Rymu jašče pahłybiłasia. Svajim paradkam u Rym vysłali admysłovych rassylnych z dakładam ab tryŭmfie, dyk spadziajemsia ŭ hetych dniach hratulacyi sienatu. Zaraz pasla pieršaha vystuplennia Nerona zdaryłasia tutaka dziŭnaje zdarennie. Nahła zavaliŭsia teatr, na ščascie jak vyjšli ŭžo ludzi. Byŭ ja na miejscy zdarennia i nie bačyŭ, kab kaho dastavali z-pad rumoviščaŭ. Mnohija nat z hrekaŭ tałkujuć heta jak hnieŭ bahoŭ, jakija byccam majuć u vidavočnaj apiecy jahony spieŭ i aŭdytoryju. Z taje pryčyny achviary pa ŭsich sviatyniach padziačanyja, a jamu zaachvota adviedać Achajju. Anahdaj kazaŭ mnie, adnak, što bajicca, bo što na heta skaža rymskaja publika dy ci nie ŭzburycca adsutnasciaj jahonaj, adsutnasciaj zbožža j ihryščaŭ.

Jedziem taksama i da Beneventu padziŭlać šavieckija raskošy Vatynija, adtul pad apiekaj boskich bratoŭ Aleny — u Hrecyju. U sabie samym zaciemiŭ ja adnu reč: miž šalonymi stanovišsia šalonym, a prynamś pačynaje smakavać šały-bały. Hrecyja i padarožža z tysiačami cytraŭ, niejki tryŭmfalny karahod Bakcha siarod uvienčanych mirtovaj zielenniu, vinahradavym lisciem nimfaŭ i bachantak, vazy z zaprežanymi tyhrysami, kraski, tyrsy, vianki, vokličy «evoe!», muzyka, paezija j vopleski Hełady, usio heta dobraje, ale my tut hadujem jašče smialejšyja zamysły. Nam zamaniłasia stvaryć niejkuju bajkovuju dziaržavu palmaŭ, sonca, paeziji dy pieratvoranaje rečajisnasci, pieratvoranaha ŭ raskošu žyccia. Nam chočacca zabyć pra Rym, a centr svietu ŭfundavać niedzie miž Hrecyjaj, Azijaj i Jehiptam, žyć žycciom nie ludskim, ale žycciom bahoŭ, nie viedać budzionščyny, błukacca ŭ załatych halarejach u ciani purpurovych viatruhaŭ pa Archipiełahu, być Apałonam, Ozyrysam i Baalem u adnej asobie, ružavieć moŭ zaranica, soncam załacicca, miesiacam sierabrycca, vaładaryć, piajać i snić… I ci pavieryš, ja, što maju jašče na sestercyju rassudku, a na asa tołku, paddajusia henym fantazijam-mrojam. Paddajusia tamu, što, kali heta ŭsio niemahčymaje, dyk prynamsi vielizarnaje j niezvyčajnaje… Takaja bajkovaja impieryja snom kaliś patomkam našym vydavałasia b. Pakolki Vienus nie prybiarecca ŭ postać Lihiji abo choć takoje niavolnicy, jak Eŭnika, dy pakolki nie prycharošyć jaho mastactva, dyk žyccio samo josć nikčemnym, pustym i časta maje abličča małpy. Ale Rudabarody nie ažycciović svajich pomysłaŭ choć by j dziela taho, što ŭ toj bajkovaj dziaržavie paeziji i Ŭschodu nie pavinna być miejsca na zdradu, podłasć i smierć, a ŭ im pad vidam paeta siadzić marny kamiedyjant, durnavaty furman i nikčemny tyran. Dušym ludziej, kali nam čym-niebudź zavadžajuć. Biedny Tarkvat Syłanus josć užo cieniem. Padrezaŭ sabie žyły pierad niekalkimi dniami. Lekan i Licynij prymajuć kansułat sa stracham, stary Trazej nie pazbiehnie smierci, bo smieje być česnym. Tyhelin i dahetul nie moža vystaracca dla mianie zahadu, kab padrezaŭ sabie žyły.

Ja, bač, patrebny jašče nie tolki jak arbitr elehancyi, ale jak čałaviek, biez jakoha rady i hustu mahła b niaŭdacca ekspiedycyja ŭ Achajju. Časta, adnak, dumaju, što raniej ci pazniej musicimie na hetym skončycca, i ci viedaješ, pra što tady raschodzicca: kab Rudabarodamu nie dastałasia taja mirenskaja čara, jakuju ty znaješ dy lubuješ. Kali padčas smierci maje budzieš pry mnie, dyk addam jaje tabie, a kali budzieš daloka, dyk pabju jaje. Byvaj zdaroŭ i najmi Kratona, bo inakš druhi raz tabie vydziaruć Lihiju. Jak pierastanie tabie być patrebny Chiłanid, pryjšli jaho mnie, dzie budu. Moža, zrablu z jaho druhoha Vatynija, i mo mužy konsulstva dy sienatary buduć jašče dryžać pierad im, jak dryžać pierad tamtym rycaram-drataŭkaju. Jak znojdzieš Lihiju, daj mnie znać, achviaruju za vas paru lebiedziaŭ i hałuboŭ u tutejšaj kruhłaj sviatyni Vieniery. Bačyŭ ja raz u snie Lihiju na tvajich kaleniach, šukajučuju tvajich całunkaŭ. Pastarajsia, kab heny son spraŭdziŭsia. Chaj ža nieba tvajho nie zasnoŭvajuć chmary, a kali j zasnujuć, dyk chaj majuć koler i pach ružaŭ. Byvaj zdaroŭ!»

XIX

Tolki što skončyŭ Vinić čytać, jak u biblijateku ŭsoŭvajecca cicha niespadziavany Chiłon, bo słužba mieła zahad puščać jaho ŭ kožnuju paru dnia j nočy.

— Chaj boskaja maci tvajho kryvičesnaha prodka Eneja budzie miłasciva tabie tak, jak mnie byŭ miłascivy boski syn Maji.

— Heta znača?.. — spytaŭ Vinić, zryvajučysia ad stała, pry jakim siadzieŭ.

Chiłon padniaŭ hołaŭ i kaža: — Eŭryka!

Małady patrycyj uzhareŭsia tak, što praz daŭžejšuju chvilinu nie moh słova pramović.

— Bačyŭ jaje? — spytaŭ narešcie.

— Bačyŭ Ursusa, spadaru, i hutaryŭ z im.

— I viedaješ, dzie schavalisia?

— Nie, dominie. Chto inšy mo praz samaje siabielubstva daŭ by vid lihu, što zhadaŭ, chto jon taki, abo pačaŭ by vypytvać, dzie žyvie, i dastaŭ by kuksača, ad jakoha ŭsie ziamnyja stravy stalisia b niamiłymi, abo ŭzbudziŭ by niedavier vialihura i spryčyniŭ by toje, što taje ž samaje nočy pašukali b inšaha schovišča. Hetaha ja nie zrabiŭ. Davoli mnie viedać, što Ursus pracuje ŭ młynara kala Emporyjuma, jaki zaviecca Demas, tak, jak tvoj vyzvolnik, a davoli mnie hetaha tamu, što ciapier kožny tvoj nadziejny čałaviek mahčymie pajsci jahonym sledam i vysledzić ichniaje schovišča. Ja prynošu tabie tolki peŭnasć, spadaru, što kali Ursus tut, dyk i boskaja Lihija josć u Rymie, i druhuju viestku: sianniašniaje nočy napeŭna jana budzie ŭ Ostryjanumie… — U Ostryjanumie? Dzie heta? — pierapytaŭ Vinić, žadajučy mabyć zaraz biehčy na toje miejsca.

— Stary mahilnik miž darohami Salaryja i Namentana. Toj chryscijanski pontifex maximus[36], ab jakim tabie, spadaru, ja zhadvaŭ dy pryjezdu jakoha spadziavalisia mnoha pazniej, užo pryjechaŭ i sianniašniaje nočy chryscicimie j navučacimie na henym mahilniku. Jany chavajucca z svajoju navukaju, bo choć niama dahetul nijakich zabaraniajučych edyktaŭ, narod ich nienavidzić, dyk musiać ascierahacca. Sam Ursus kazaŭ mnie, što ŭsie jak adna duša syjducca ŭ Ostryjanumie, kožny bo choča pabačyć dy pasłuchać taho pieršaha vučnia Chrystovaha, jakoha jany zavuć Vysłancom. Žančyny ŭ ich naroŭni z mužčynami słuchajuć navuki, dyk adna mo z ich tolki Pamponija, bajučysia Aŭlusa za načnyja pabiahuški, nie budzie prysutnaj. Lihija, adnak, budučaja pad apiekaj Ursusa i staršynaŭ hminy, pryjdzie, dumaju, razam z inšymi žančynami.

Vinić, jaki dahetul žyŭ jak by ŭ haračcy, padtrymoŭvany nadziejaj, ciapier, kali taja nadzieja zdavałasia spaŭniacca, pačuŭ nahła takoje stamlennie, jak padarožnik pasla niepasilnaj padarožy. Chiłon heta skiemiŭ, dyk pastanaviŭ vykarystać.

вернуться

36

Najvialikšy sviatar (łac.).