Až, prabiehšy niekalki zavułkaŭ i spatkaŭšy niejkich rabotnikaŭ, voddal nasuprać idučych, krychu supakojiŭsia. U hrudziach nie chapała ŭžo j pavietra, dyk sieŭ na parozie domu i pačaŭ roham siarmiahi vycirać na łbie pot.
— Stary ja ŭžo i patrabuju supakoju, — kaža sabie.
Ludzi, što jšli nasuprać, zbočyli ŭ niejkuju vuličku, i znoŭ aharnuła jaho čornaja dumka. Horad jašče spaŭ. Ranicaju ruch padymaŭsia ŭpiarod u bahatych kvartałach miesta, dzie niavolniki bahatych damoŭ musili ŭstavać dadnia, a ŭ tych, dzie žyła ludnasć volnaja, utrymoŭvanaja koštam haspadarstva, darmajedskaja, ustavali — złašča zimoju — davoli pozna. Chiłona, prasiedzieŭšaha krychu na parozie, pačaŭ prajmać choład, dyk ustaŭ i, pierakanaŭšysia, što nie zhubiŭ kapšuka, Vinicijevaha darunku, paciahnuŭsia pavoli da rečki.
— Mo dzie ahledžu cieła Kratona, — kazaŭ sabie. — O, bahi! Heny ž lih, kali josć čałaviekam, moh by za hod zarabić miliony sestercyjaŭ, kali bo ŭdušyŭ Kratona, jak ščanio, dyk chto ž jaho padoleje?
Za kožny vystup na arenie dali b jamu stolki zołata, kolki važyć sam.
Lepiej jon scieraže henaje dzieŭki, čym Cerbier piekła. Dyk chaj jaho toje piekła hłynie! Nie chaču z im zavodzicca. Zanadta kascisty. Ale što ž tut rabić? Stałasia reč strašennaja. Kali jon tamu Kratonu pałamaŭ kosci, dyk i duša Vinicijeva skihlić užo tam niedzie nad henym domam, čakajučy chaŭturaŭ. Na Kastara! Adyž heta patrycyj, pryjaciel cezara, Piatronijeŭ svajak, uładar viedamy ŭ cełym Rymie dy vajskovy trybun. Smierć jahonaja nie ŭvojdzie im nasucha… Ot kab, naprykład, daniesci ŭ aboz pretaryjanam abo vihiłam?..
Tut zamoŭk i pačaŭ nadumoŭvacca, a pa chvilinie kaža: — Hora mnie! Chto ŭvioŭ jaho ŭ heny dom, kali nie ja?.. Jahonyja niavolniki i vyzvolniki viedajuć, što ja da jaho prychodziŭ, a niekatoryja nat viedajuć, z jakoju metaj. Što budzie, jak zapadozrać mianie, byccam ja naŭmysna pakazaŭ jamu toj dom, dzie spatkała jaho smierć? Choć by pakazałasia potym u sudzie, što jaje nie chacieŭ, usio roŭna skažuć, što ja jaje spryčyniŭ… Adyž heta patrycyj, nie, nie vykručusia ad kary. Nu a kab moŭčki ŭciok z Rymu niedzie daloka — budzie šče bolšaje padazrennie.
I tak i hetak było drenna. Raschodziłasia ŭžo tolki pra toje, kab vybrać mienšaje licha. Rym byŭ vialikim horadam, adnak Chiłon kiemiŭ, što moža być jamu ŭ im ciesna. Kožny bo inšy moh by prosta pajsci da prefiektu vihiłaŭ, raskazać, što stałasia, i, choć by pała na jaho padazrennie, čakać spakojna sledstva. Ale cełaja minuŭščyna Chiłona była takaja, što ŭsiakaje bližejšaje znajomstva budź z prefiektam haradskim, budź z prefiektam vihiłaŭ musiła b ubłytać jaho ŭ pavažnyja turboty dy adnačasna apraŭdać usialakija padazrenni, jakija mahli b tolki ŭlezci ŭ hołaŭ uradaŭcam.
Z druhoha boku, uciačy — heta značyć ucviardzić Piatronija ŭ pierakananni, što Vinicija zdradzili j zamardavali patajnoju zmovaju. Adyž Piatroni byŭ čałaviek mahutny, na zahad jakoha hatova była palicyja cełaj dziaržavy i jaki biessumniŭna pastaraŭsia b znajsci vinavatych choć by na kraji svietu. Adnak ža pryjšło ŭ hołaŭ, ci nie paspiašacca prosta da jaho dy ci b nie zviascić jamu, što stałasia. Tak!
Heta byŭ najlepšy sposab. Piatroni byŭ čałaviekam apanovanym, i Chiłon prynamś moh mieć nadzieju, što choć vysłuchaje jaho da kanca. Piatroni, jaki viedaŭ spravu ad pačatku, chutčej uvieryŭ by ŭ niavinnasć Chiłona, čym prefiekty.
Ale pierš čym isci da jaho, treba było b daviedacca napeŭna, što stałasia z Vinicijem. Chiłon ža hetaha nie viedaŭ. Bačyŭ, praŭda, liha, skradajučahasia da rečki z ciełam Kratona, ale i ŭsiaho tolki. Vinić moh być zabitym, ale moh być i ranienym abo schoplenym. Ciapier voś tolki pryjšło ŭ hołaŭ Chiłonu, mo chryscijanie peŭna nie advažylisia b zabić tak dastojnaha čałavieka, aŭhustyjanina i vysokaha ŭradaŭca vajskovaha, bo taki prastupak moh by vyklikać na ich pierasled. Było praŭdapadobniejšym, što jany zatrymali jaho hvałtam, kab dać čas Lihiji znoŭ schavacca ŭ novym miejscy.
Dumka heta krychu ŭliła Chiłonu ŭ dušu lhi.
— Kali toj lihijski smok nie razdzior jaho ŭ pieršym paryvie, tady žyvie, a kali žyvie, tady sam pasviedčyć, što nie było nijakaje zdrady, a tady ničahusieńka mnie nie pahražaje, tolki — o, Hiermiesie, spadziavajsia znoŭ dzvioch jałavic! — adkryvajecca pierada mnoju novaje pole… Mahu dać znać adnamu z vyzvolnikaŭ, dzie maje šukać haspadara, a ci jon pojdzie da prefiektu, ci nie, heta ŭžo jahonaja sprava, kab tolki mnie nie tre było da jaho jsci… Mahu taksama pajsci da Piatronija i spadziavacca ŭznaharody… Šukaŭ Lihiju, ciapier šukacimu Vinicija, a pasla znoŭ Lihiju. Treba, adnak, spiarša daviedacca, ci žyvie, ci zabity.
Tut pryjšło jamu ŭ hołaŭ, što jon ža ŭnačy moh by pajsci da Demasa, piekara, i spytać pra heta Ursusa. Ale dumku hetu jak bač adahnaŭ. Lepiej być dalej ad Ursusa. Moh słušna dumać, kali Ursus nie zabiŭ Hłaŭka, dyk, vidać, pierascierahli jaho chryscijanskija staršyny, jakim vyjaviŭ svoj namier, što hena sprava niačystaja i što maniŭsia jaho nabuchtoryć da hetaha jaki-niebudź zdradnik. Dyj samy ŭspamin ab Ursusie vyklikaŭ dryhoty ŭ Chiłona. Pastanaviŭ viečaram padasłać tudy Eŭrycyja, dzie zdaryŭsia heny vypadak. Tym časam tre było pažyvicca, vykupacca j adpačyć. Biassonnaja noč, daroha da Ostryjanuma i ŭcioki z Zatybra sturbavali jaho sapraŭdy.
Adna reč paciašała jaho ŭvieś čas: mienavita, dva tyja kapšuki ad Vinicija, što dastaŭ u jahonym domie i ŭ darozie z mahilnika. Dyk z uvahi na henuju paciašajučuju akaličnasć dy na niadaŭnija pieražyvanni pastanaviŭ bolej padjesci i vypić lepšaha vina, čym zaŭsiody.
I dačakaŭšysia ŭrešcie pary adčyniennia viniarniaŭ, vykanaŭ pastanovu tak akuratna, što zabyŭsia j pra vannu. Bolš za ŭsio chaciełasia jamu spać, i son zmaryŭ jaho da taho, što ledź vałoksia da svajho pamieškannia na Subury, dzie čakała jaho kuplenaja na Vinicijevy hrošy niavolnica. Tam, uvajšoŭšy da ciomnaha, by lisava nara, kubikuluma, rynuŭsia na pasciel i zasnuŭ adrazu jak kamień.
Pračnuŭsia až tolki viečaram, a viarniej, zbudziła jaho niavolnica, kličučy, kab ustavaŭ, niechta bo jaho šukaje i choča z im bačycca ŭ nieadkładnaj spravie.
Čujny Chiłon aprytamnieŭ u adnoj chvilinie, nakinuŭ chutka siarmiahu z kapturom i, zahadaŭšy niavolnicy ŭstaranicca, vyzirnuŭ pierš asciarožna navonki.
I asłupianieŭ! Bo praz dzviery kubikuluma ŭhledzieŭ vialihura Ursusa. Na heta hledziačy, čuje, nohi j hałava jahonyja robiacca jak lod, serca mleje ŭ hrudziach, a za skuraju biehaje roj murašak… Praz momant nie moh słova vymavić, pačakaŭšy, adnak, vyjenčyŭ, zvoniačy zubami: — Syra! Niama mianie… nie viedaju taho… dobraha čałavieka… — Ja skazała jamu, što ty doma, spadaru, što spiš, — patłumačyła dziaŭčyna, — a jon prasiŭ ciabie zbudzić… — O, bohi!.. Badaj ciabie!..
A Ursus, jak by nie mohučy čakać, padyjšoŭ da dzviarej kubikuluma i, nahnuŭšysia, usadziŭ usiaredzinu hołaŭ.
— Chiłon Chiłanid! — adazvaŭsia. — Pax tecum! Pax, pax![39] — adkazvaje Chiłon. — O, najlepšy moj chryscijaninie! Tak, ja Chiłon, ale heta abmyłka… Nie viedaju ciabie!
— Chiłon Chiłanidzie! — paŭtaryŭ Ursus. — Tvoj spadar, Vinić, kliča ciabie, kab išoŭ da jaho razam sa mnoju.
XXIII
Vinicija razbudziŭ dakučny bol. U pieršaj chvilinie nie moh zrazumieć, dzie jon dy što z im dziejecca. U hałavie šum, uvačču tuman. Pavoli, adnak, viartałasia prytomnasć, i ŭrešcie praz toj tuman bačyć nad saboju troje ludziej. Dvuch paznaŭ: Ursusa i taho starca, jakoha pavaliŭ, vynosiačy Lihiju. Treci, nieznajomy, trymaŭ jahonuju levuju ruku i, abmacvajučy jaje ŭzdoŭž łokcia až da plečuka, vyklikaŭ taki strašny bol, što Viniciju zdałosia, byccam robiać nad im jakuju mstu, dyk vycadziŭ praz zacisnutyja zuby: — Dabjecie mianie?