Tut, adnak, spachapiŭsia, što niadaŭna prykidvaŭsia pierad Ursusam za chryscijanina — i zmoŭk.
— Kab nie «sica»[40], jakuju mieŭ z saboju, jon zabiŭ by mianie.
— Bahasłaŭlu tuju chvilinu, u jakuju parajiŭ ja tabie ŭziać choć hety nož.
Vinić uskinuŭ na hreka pytalny pahlad i pačaŭ ekzamienavać: — Što rabiŭ siannia?
— Jak heta? Ci ž ja tabie, spadaru, jašče nie kazaŭ, što rabiŭ abietki za tvajo zdaroŭje?
— I bolš ničoha?
— I vybiraŭsia oś adviedać ciabie, ažno ž prychodzić toj dobry čałaviečyna j kaža, što kličaš mianie.
— Voś tablička, pojdzieš z joju da mianie dadomu, znojdzieš majho vyzvolnika j addasi jamu. Napisana tut, što ja vyjechaŭ u Benevent. Skažaš Demasu ad siabie, što heta stałasia siannia rana, było terminovaje piśmo ad Piatronija.
Tut paŭtaryŭ z naciskam: — Vyjechaŭ u Benevent — zrazumieŭ?
— Vyjechaŭ, spadaru, vyjechaŭ! Adyž rana razvitaŭ ja ciabie pry Porta Kapena[41], i ad času tvajho vyjezdu aharnuła mianie takaja tuha, što kali tvaja łaskavasć jaje nie ŭtulić, zažurusia nasmierć, jak niebaraka žonka Zetosa[42] z žalu pa Itylu.
Vinić, choć chvory j zvykły da padstupnaje hnutkasci hreka, nie moh, adnak, ustrymacca ad smiechu. Da taho ž i rad byŭ, što Chiłon vomih jaho zrazumieŭ, i paciašaje: — Nu dapišu, dapišu ŭžo, kab tabie slozy abcierli. Daj sviatlika.
Chiłon, supakojeny, ustaŭ, stupiŭ niekalki siahniaŭ u bok komina, zniaŭ adzin z haručych na prymorku sviatlikoŭ.
I treba ž — z hałavy padčas henaj pasłuhi asunuŭsia kaptur, i blask chłynuŭ prosta jamu ŭ tvar. Hłaŭk tady, sarvaŭšysia z łavy dy padbiehšy, tyc jamu ŭ vočy.
— Nie paznaješ mianie, Cefas? — pytaje.
U jahonym hołasie było štoś tak złaviesnaje, što pa ŭsich prysutnych prabiehła dryhata.
Chiłon myknuŭ svietača i vomih upusciŭ jaho na ziamlu, pa čym sahnuŭsia ŭ duhu j pačaŭ jenčyć: — Ja nie… ja nie!.. Zlitujciesia!
Hłaŭk zvaročvajecca ŭ bok viačerajučych i kryčyć: — Vo hety čałaviek pradaŭ i zhubiŭ mianie z siamjoju.
Jahonaja historyja była viedamaj usim chryscijanam i Viniciju, jaki tamu tolki nie zdahadaŭsia, kim josć Hłaŭk, što, mlejučy z bolu padčas pieraviazki, prozvišča jahonaje nie dačuŭ. Ale dla Ursusa henaja karotkaja chvilina razam z krykam Hłaŭka była jak by bliskaŭkaj u ciemry. Raspaznaŭšy Chiłona, adnym skokam padbieh da jaho, schapiŭ za plečuki i, zhibajučy ŭzad, zahamaniŭ: — Heta jon mianie namaŭlaŭ, kab zabiŭ Hłaŭka!
— Zlitujciesia, — jenčyŭ Chiłon, — addam vam… Spadaru, — zviarnuŭsia da Vinicija, — ratuj! Na ciabie ja zdaŭsia, zastupisia za mianie… Tvajo piśmo… zaniasu, spadaru! Spadaryku!
Ale Vinić mienš za ŭsich prajmaŭsia hetym razam tamu, što ŭsie spravy hreka byli jamu viedamyja, a pa-druhoje — sercu jahonamu litasć była niasvomaj.
— Zakapajcie jaho, — kaža, — u aharodzie, piśmo zaniasie chto inšy. — Chiłonu pakazalisia słovy henyja piarunovym prysudam. Kosci jahonyja traščali ŭ rukach Ursusa, vočy z bolu zapłyvali slaźmi.
— U imia Boha vašaha! Zžalciesia, — kryčaŭ, — ja ž chryscijanin!.. Pax vobiscum! Ja chryscijanin, kali nie vierycie, achryscicie mianie jašče raz, jašče dva!
Dziesiać razoŭ! Hłaŭk, heta pamyłka! Dajcie słova skazać! Zrabiecie niavolnikam… Nie biecie mianie! Paškadujcie!
Jahony hołas ad bolu štoraz słabieŭ, až voś za stałom padymajecca apostał Piotr; praz momant chinaŭ svajoju biełaju hałavoju, apuskajučy jaje na hrudzi, vočy mieŭ zapluščanyja, ale adkryŭ ich i siarod ahulnaha maŭčannia pramoviŭ: — A ot skazaŭ nam Zbaŭca: «Kali b tvoj brat zhrašyŭ suprać ciabie, karaj jaho; kali kajacimiecca, daruj jamu. A kali b siem razoŭ na dzień zhrašyŭ suprać ciabie i siem razoŭ kajaŭsia, kažučy: škada mnie! — daruj jamu!»
Nastała jašče bolšaja cišynia.
Hłaŭk doŭha stajaŭ, zakryŭšy tvar dałoniami, urešcie adkryŭ i kaža: — Cefas, chaj Boh tak daruje tabie kryŭdu maju, jak ja tabie ŭ imia Chrysta adpuščaju.
I Ursus, pusciŭšy hreka, dadaje taksama: — Chaj tak budzie miłascivy Zbaŭca, jak ja tabie adpuščaju.
A toj upaŭ na ziamlu i, padpirajučysia rukami, matlaŭ hałavoj, by zvier u kletcy, razhladajučysia navokał dy čakajučy, adkul pryjdzie smierć. Vačam i vušam jašče nie vieryŭ i nie smieŭ spadziavacca prabačennia.
Ale pavoli ažyvała prytomnasć, tolki ssiniełyja vusny dryžali jšče z pieralaku. Apostał tym časam kaža: — Idzi z Boham!
Chiłon ustaŭ, ale havaryć nie moh. Mimachoć padyjšoŭ da łoža Vinicija, byccam spadziavaŭsia jšče ad jaho ratunku, nie mieŭ mo času padumać, što toj Vinić, zabyŭšy pra jahonyja pasłuhi, asudziŭ jaho, tady jak tyja, suprać jakich słužyŭ, daravali jamu. Dumka henaja spazniłasia. Ciapier u vačach jahonych vidać było tolki zdumlennie j niedavier. Choć zmierkavaŭ užo, što jamu darovana, žadaŭ, adnak, čym chutčej vyniesci hołaŭ ad hetych tajemnych ludziej, dabrynia jakich nie mienš jaho strašyła, čym strašyła b surovasć. Maročyłasia jamu, što kali daŭžej tut zastavacimiecca, dyk hatova jšče niespadziavanaje zdarycca, dyk, nalahajučy na Vinicija, nahliŭ: — Davaj, spadaru, piśmo! Davaj piśmo!
I, vyrvaŭšy tabličku z ruk Vinicijevych, adbiŭ pakłon adzin chryscijanam, druhi chvoramu i chiłkom, paŭz samuju scianu, vylecieŭ za dzviery.
U vaharodčyku, jak aharnuła jaho ciemra, znoŭ padstupiŭ strach, bo byŭ peŭny, što Ursus vybiažyć za im dy zabje siarod nočy. Daŭ by drała z usich sił, dy, na žal, nohi nie słuchali, a cieraz momant i zusim paprutnieli, bo Ursus sapraŭdy stajaŭ pry im.
Chiłon kinuŭsia tvaram na ziamlu j pačaŭ skamlić: — Urbanka… U imia Chrysta… A toj adzyvajecca: — Nie bojsia. Apostał kazaŭ mnie vyviesci ciabie za bramu, kab nie zbłudziŭ u ciemry, a kali zniamožany, dyk adviadu ciabie dadomu.
Chiłon padniaŭ hołaŭ.
— Što kažaš? Što?.. Nie bicimieš mianie?
— Nie, nie zabju! A kali zamocna ciabie chapiŭ i narušyŭ kosci, dyk vybačaj.
— Dapamažy ŭstać, — skihliŭ hrek. — Nie zabješ mianie? Ha? Vyviedzi mianie na vulicu, dalej sam pajdu.
Ursus padniaŭ jaho by piarynku i pastaviŭ na nahach, pasla pravioŭ praz ciomny prachod na druhi nadvorak, z jakoha vychodziłasia ŭ siency j na vulicu. U kalidory Chiłonu znoŭ maročyłasia: «Prapaŭ ja!», i až tolki na vulicy supakojiŭsia.
— Dalej sam pajdu.
— Z Boham! Pax tabie!
— I tabie, i tabie!.. Daj mnie addychnuć.
I pa adychodzie Ursusa adatchnuŭ cełymi hrudźmi. Macnuŭsia rukami la papruhi j pajasnicy, jak by maniŭsia spraŭdzić, ci žyvie, i rušyŭ borzdym krokam napierad. Padyjšoŭšy siahnioŭ kolkidziesiat, zatrymaŭsia i davaj razvažać: — Čamu jany, adnak, mianie nie zabili?
I pamima pavučalnaje hutarki z Eŭrycyjem ab chryscijanskaj navucy, pamima indahacyi Urbana nad rakoju dy ŭsiaho, što čuŭ u Ostryjanumie, nie ŭmieŭ znajsci na hetaje pytannie adkazu.
XXV
Vinić taksama nie moh sciamić taho, što stałasia, i na dnie dušy, badaj, nie mienš byŭ zdziŭleny, čym Chiłon. Bo što z im tak abyjšlisia henyja ludzi, što, zamiest pomscicca za napasć, lačyli rupliva jahonyja rany, to jšče lho było vytałkavać častkova navukaju vyznavanaju, častkova ŭpłyvam Lihiji, a krychu i jahonym vysokim značenniem. Ale ŭčynak ichni z Chiłonam pieravyšaŭ jahonyja paniacci ab ludskoj zdolnasci prabačannia. Mimachoć lezła i jamu ŭ hołaŭ pytannie: čamu jany nie zabili hreka? Ursus by ŭ aharodzie jaho zakapaŭ abo nočču zanios u Tybr, jaki ŭ tych časach načnoha cezaravaha bujanstva tak časta vykidaŭ ranicami trupy ludziej, što nichto nat nie dasledvaŭ, adkul bralisia. Pa dumcy Vinicija, chryscijanie nie tolki mahli, ale pavinny byli z svietu zviasci Chiłona. Litasć, praŭda, nie zusim užo była niaznanaj tamu kołu, da jakoha naležaŭ małady patrycyj. Adyž Afiny zbudavali joj ałtar i praz doŭhi čas nie dapuščali ŭ horad hładyjatarskich bojniaŭ. Zdarałasia, što i ŭ Rymie pakananyja dastavali ŭłaskaŭlennie, jak, naprykład, Kalikrat, brytanski karol, jakoha ŭziaŭ u niavolu Kłaŭdyjus i, ščodra abdaryŭšy, pusciŭ u horad na svabodu. Ale pomsta za asabistuju kryŭdu vydavałasia Viniciju, tak jak i ŭsim, słušnaju i spraviadlivaju. Abniachannie jaje było nie pa dušy jamu. Čuŭ, praŭda, i jon u Ostryjanumie, što tre miłavać nat niepryjacielaŭ, uvažaŭ, adnak, heta za niežycciovuju teoryju. Prachodziła jamu taksama praz hołaŭ, što mo nie zabili Chiłona tamu tolki, što pieraškadžała jakajaś para sviataŭ ci jakajaś kvadra miesiaca, padčas jakoje chryscijanam nie vypadaje rabić zabojstva. Čuŭ ad ludziej, što byvajuć takija terminy, u jakich roznym narodam nie možna navat vajny pačynać. Ale čamu tady nie addali hreka ŭ ruki spraviadlivasci, čamu Apostał kazaŭ, kali b chto siamikrotna praviniŭsia, dyk siamikroć tre jamu j daravać, dy čamu Hłaŭk skazaŭ Chiłonu: «Chaj tabie tak Boh daruje, jak ja tabie adpuščaju»? Dyk ža Chiłon zrabiŭ jamu najčarniejšuju kryŭdu, jakuju čałaviek čałavieku moža zrabić, i ŭ Vinicija na ŭspamin ab tym, jak by jon, naprykład, pastupiŭ z takim, chto b zabiŭ Lihiju, zakipieła serca, by kipień: nie było b takich pakutaŭ, jakimi b nie msciŭsia! A toj daravaŭ! I Ursus adpusciŭsia taksama, jon, što pa sutnasci moh by zabić u Rymie kaho b chacieŭ zusim biaskarna, bo čarhova patrabavaŭ by zadušyć tolki Niemarenskaha karala i zaniać jahonaje miejsca. Ci ž čałavieka, jakoha nie adoleŭ Kraton, pieramoh by nośbit hetaj hodnasci — hładyjatar, da jakoha dachodziłasia tolki praz pakanannie papiaredniaha «karala»? Adzin byŭ tolki na hetyja ŭsie pytanni adkaz: jany niajnačaj nie zabivali praz niejkuju dobrasć tak vialikuju, što padobnaje nie było dahetul na sviecie, dy praz biazmiežnuju miłasć da ludziej, jakaja zmušała zabyvać ab sabie, ab svajich kryŭdach, ščasci j hory — i žyć dla inšych. Jakuju zapłatu mieli tyja ludzi za takuju dabryniu, Vinić čuŭ u Ostryjanumie, ale nie miesciłasia jamu heta ŭ hałavie. Ujaŭlaŭ, što žyccio hetaje ziamnoje, poŭnaje abaviazkaŭ dy rezyhnacyi z usiaho dobraha j raskošnaha na karysć inšych, być musiła b nudnym. Henyja dumki naviejali jamu nie tolki zdziŭlennie, ale i litasć, i jak by peŭnuju pahardu. Zdavałasia jamu, što heta aviečki, jakija raniej ci pazniej musiacimuć być zjedzienyja vaŭkami, a jahonaja rymskaja ŭdača nie mahła pryznać tych, jakija dazvalajuć siabie zjadać. Udaryła jaho ŭsio ž taki adna reč, imienna: jak vyjšaŭ Chiłon, niejkaja hłybokaja radasć raspramianiała ŭsich. Apostał padyjšoŭ da Hłaŭka i, pałažyŭšy na hałavie jahonaj dałoń, skazaŭ: — Chrystus u tabie pieramoh!