Выбрать главу

Ad Rymu napłyvali z kožnaj chvilinaj novyja hramady mužčyn, žančyn, dziaciej, pabolšvajučy sutałaku j homan. Niekatoryja, pahublaŭšysia ŭ ludskoj kałamiesicy, šukalisia. Inšyja bilisia za tabaryščy. Hramady paŭdzikich pastuchoŭ z Kampańi papryciahvalisia ŭ miastečka, šukajučy navin i kradzienaj zdabyčy. Tam i siam nataŭp niavolnikaŭ i hładyjataraŭ usialakich narodnasciaŭ pačaŭ rabavać haradskija damy j viłły, zavodzić razbojstva z žaŭnierami, baroniačymi nasielnictva.

Sienatar Junij, jakoha Vinić spatkaŭ pry haspodzie ŭ hramadzie ŭciekačoŭ, pieršy daŭ jamu krychu tałkoviejšyja viestki pra pažar. Zaniałosia hareć, praŭda, pry Vialikim Cyrku, z boku Pałatynu i ŭzhorja Celius, i z niejmaviernaju chutkasciu abniało ŭsio asiaroddzie horadu. Nie pamiatajuć ludzi ad časaŭ Brenna takoje spahudy.

— Cyrk zhareŭ uvieś, taksama akružajučyja jaho damy j kramy, — infarmavaŭ Junij. — Avientyn i Celius u vahni. Połymia, achapiŭšy Pałatyn, pierakinułasia na Karyny… Tut Junij, jaki na Karynach mieŭ strojnuju insulu, pierapoŭnienuju mastactvam, jakim lubavaŭsia, schapiŭ u ščopci drobnaha pyłu i, pasypaŭšy im hołaŭ, pačaŭ jenčyć rospačnym hołasam. Vinić skałatnuŭ jaho za plačo.

— I moj dom na Karynach, — kaža. — Dyk kali hinie ŭsio, chaj hinie j jon.

Ale, pryhadaŭšy sabie, što Lihija mahła skarystać z jahonaj prapanovy i pieraniescisia da Aŭłaŭ, spytaŭ: — A Vikus Patrycyjus?

— U vahni! — adkazaŭ Junij.

— A Zatybra?

Junij z podzivam pahladzieŭ na jaho.

— Chren z im! — kaža, sciskajučy zbialełuju hałavu.

— Mnie daražejšaje Zatybra, čym tvoj ceły Rym! — adazvaŭsia hvałtoŭna Vinić.

— Dyk tudy dabiarešsia chiba praz via-Portuensis, bo vobak Avientynu žaha ciabie ŭdušyć… Zatybra?.. Nie viedaju. Ahoń nie moh tudy šče chiba pierakinucca, ale ci ŭ hetym momancie jaho tam niama, viedajuć adny bahi… Tut Junij na chvilinu sumieŭsia, pasla kaža prycišnym hołasam: — Ty ž mianie nie zviadzieš chiba, dyk skažu tabie, heta nie aby-jaki pažar.

Cyrku ratavać nie dazvolena… Ja sam čuŭ… Jak damy pačali kruhom ahniom zajmacca, tysiačy hałasoŭ harłaniła: «Smierć rataŭnikam!» Niejkija spahudnyja ludzi biahuć praz horad i špurlajuć u damy žmaki vahniu… Z druhoha boku narod burycca i kryčyć, što horad haryć pa zahadu. Ničoha bolš nie skažu. Hora cełamu miestu, hora nam usim, hora i mnie! Što tam čaŭpiecca, taho ludskoju movaju vykazać nielha. Narod haryć u vahni abo mardujecca ŭzajemna ŭ sutałocy… Heta kaniec Rymu!..

Dy znoŭ biedavaŭ: «Hora! Kaniec horadu i nam!»

Vinić sieŭ znoŭ na kania i šmyhanuŭ dalej Apijskaju darohaju. Ale tut užo była nie jazda, tut tre było prapichvacca praz raku ludziej i vazoŭ, što płyła z miesta. Horad bačyŭ Vinić, jak na dałoni, byŭ abniaty moram ahniu… Ad połymia i dymu biła strašennaja žaha, a ludski vierask nie moh zahłušyć šumu i huku połymia.

XLIII

Čym bolej Vinić zbližaŭsia da miesta, tym bolej pakazvałasia, što lahčej było pryjechać u Rym, čym dastacca ŭ jahonuju siaredzinu. Praz Apijskuju darohu tre było praciskacca z pakutaju, taki byŭ nataŭp ludziej. Pole, damy, mahilniki, aharody i sviatyni naabapał darohi pieratvarylisia ŭ tabaryščy. U sviatyni Marsa, tut ža, la Porta Apija, nataŭp adbiŭ dzviery, šukajučy prytulišča dla načlehu. Na mahilnikach zahaspadaravana bolšyja hrabaviki, i to časami z kryvavym bojem i svarkami. Vyhlad Ustrynuma byŭ tolki słabym naŭzoram taho, što rabiłasia pad samym horadam. Na prava, na ŭładu, na suženstva, vietlivasć, pavahu i roznicu stanu — nichto i vucham nie vioŭ. Niavolniki dubasili kijami hramadzian. Hładyjatary, nabraŭšysia razrabavanaha ŭ Emporyjumie vina, zbiralisia ŭ hramady, pierabiahali z dzikim krykam prydarožnyja placy, razhaniali ludziej, dratavali, abdzirali. Mnostva vystaŭlenych na prodaž barbaraŭ paŭciakała z handlovych budaŭ. Pažeža i zahuba horadu była dla ich kancom niavoli i hadzinaju pomsty, voś ža, kali stałyja žychary, traciačy majomasć, vyciahali da bahoŭ ruki ŭ rospačy, molačy ratunku, jany z vycciom radasci bujanili, sciahajučy z ludziej vopratku i chapajučy maładzic. Łučylisia z imi niavolniki, słužba, vałacuhi, nie majučyja ničahutka na ciele aprača vaŭnianaje apony na biodrach, złydni z zavułačnych načnych noraŭ, nie spatykanyja siarod biełaha dnia, isnavannia jakich ciažka było i dadumacca ŭ Rymie. Hety nataŭp azijataŭ, afrykanaŭ, hrekaŭ, trakaŭ, hiermanaŭ i brytanaŭ halokaŭ usimi movami, dziki j razbujany, šaleŭ, adpłačvajučy tak sabie za daŭhahadovaje biazdołle. Siarod henaj raschvalavanaj ludskoj sumiatni ŭ blasku dnia j pažohi mihacieli kaski pretoryjanaŭ, pad apieku jakich tuliłasia spakajniejšaje miaščanstva i jakija ŭ mnohich miascoch musili ŭstupnym bojem razhaniać azviareły zbrod. Vinić bačyŭ nie raz u žycci šturmavanyja harady, ale vočy jahonyja nikoli jašče nie bačyli takoha vidovišča, dzie b rospač, slozy, bol, jenk, dzikaja radasć, šalonasć, zakatnasć i raznuzdanasć zmiašalisia razam u taki strašenny chaos. A nad henaj abiazhłuzdžanaj šalonaj ludskoj masaj hudzieŭ pažar, hareŭ na ŭzhorkach najbolšy j najpryhažejšy ŭ sviecie horad, achinajučy sutałaku svajim vahnistym podycham, dymnaju zatchaj dy zakryvajučy błakitnaje nieba. Małady trybun z najbolšaj natuhaj dy niebiaspiekaj žyccia dabraŭsia ŭrešcie da Apijskaj bramy, ale tutaka ŭbačyŭ, što praz kvartał Porta Kapena nie tolki nie mahčymie prapchacca ŭ horad z-za nataŭpu, ale j z-za strašennaje žahi, ad jakoje tut ža za bramaju až dryžała pavietra, prytym most pry Porta Tryhienija, nasuprać sviatyni Bone Dea, šče nie isnavaŭ, i chto chacieŭ prabracca za Tybar, tre było dabiracca až da mostu Sublicyja, heta značyć, prajechać kala Avientynu, praz častku horadu, zalituju adnym moram połymia. Heta było zusim niemahčyma. Vinić sciamiŭ, što musicimie viarnucca da Ustrynuma, tam zviarnuć z Apijskaj darohi, pierapravicca cieraz rečku nižej horadu i vyjechać na via-Portuensis, jakaja viała prosta na Zatybra. I heta nie było lohka zza sumiatni, štoraz bolšaje na Apijskaj darozie. Treba prabivać sabie darohu chiba miačom, a Vinić nie mieŭ zbroji, bo vyjechaŭ z Ancyjuma tak, jak viestka zastała jaho ŭ viłle cezara. Ale voś pry ručaji Merkura złaviŭ vokam znajomaha centuryjona pretoryjanaŭ, jaki z kolkidziesiacciu ludźmi pilnavaŭ sviatyni, i zahadaŭ jamu jechać za saboju, a toj, paznaŭšy trybuna i aŭhustyjanina, nie smieŭ spračacca.

Vinić sam pačaŭ kamandavać addziełam i, adłažyŭšy na chvilinu navuku Paŭła pra miłasć bližniaha, pior i rascinaŭ pierad saboju nataŭp z chutkasciu smiercianosnaju dla mnohich, chto ŭ paru nie paspiavaŭ dać darohu. Kidali im naŭzdahon kamiennia i praklony, ale jon nie zvažaŭ na heta, žadajučy chutčej vydabycca na volnaje miejsca. Adnak ža lho było prabiracca ŭpierad tolki z vialikaju natuhaju.

Ludzi, jakija razłažyli ŭžo tabar, nie chacieli vajakom sastupać z darohi, kryčma klanučy cezara i pretoryjanaŭ. U niekatorych miajscoch hrozna supraciŭlalisia. Da Vinicijevych vušej dachodzili kryki, jakija abvinavačvali Nerona za padpał Rymu. Adkryta pahražali smierciu jamu i Papieji. Vokryki: «Sannio!», «Nistrio!»[58], «Matkabojca!» — razlahalisia navokał. Niekatoryja kryčma damahalisia ŭtapić jaho ŭ Tybry, inšyja raŭli, što Rym davoli ŭžo ciarpieŭ. Było vidavočnym, što tyja pryhrozy mohuć zmianicca ŭ adkryty bunt, jaki moh razharecca ŭ hety momant, aby tolki znajšoŭsia pravadnik. Prymiež taho, azviarełasć rospačnaje masy spahaniana była na pretoryjanach, jakija i tamu šče nie mahli vydabycca z cižby, što zahruvaščana była kučami rečaŭ, u spiešcy vyniesienych z pažaru: skryni, bočki z jeminaj, daražejšaje znadobje, dziciačyja kałyski, pasciel, vazy i ručnyja nošy. Siam-tam daviałosia raspraŭlacca zbrojaj, ale pretoryjanie lohka davali radu biezabaronnamu natoŭpu. Pieraciaŭšy z ciažkasciu ŭpopierak darohu — Łacinskuju, Numicyjskuju, Ardejskuju, Luvinijskuju i Ostyjskuju, — akružajučy viłły, sady, mahilniki j sviatyni, Vinić u kancy dajechaŭ da miastečka Vikus Alaksandra, za jakim pierapraviŭsia praz Tybr. Było tam užo svabadniej i mienš dymu. Ad uciakajučych, jakich tut było niamała, daviedaŭsia, što niekatoryja tolki zavułki Zatybra harać, ale peŭna nie acaleje ničoha ad ahniu, bo niejkija ludzi znarok padkładajuć ahoń dy nie dazvalajuć tušyć, kryčačy, što robiać heta pa zahadu. Małady trybun nie sumniavaŭsia, što heta cezar istavietna zahadaŭ padpalić Rym, i pomsta, jakoj zaklikali na jaho paharełyja, była rečaju słušnaju i spraviadlivaju. Što ž horšaje moh zrabić dla Rymu Mitrydat abo inšy jaki jahony najzaŭziatšy vorah? Miera była pierabranaja, šalonasć stałasia zanadta vialikaj, a ludskoje žyccio zanadta niemahčymym. Vinić vieryŭ taksama, što pryjšła para na Nerona, što henyja rumoviščy niaščasnaha miesta pavinny dy musiacimuć pryvalić ahidnaha błazna razam z jahonymi ŭsimi złačynstvami. Kali b znajšoŭsia advažny pavadyr na čale zbalełaje adčajnaje narodnaje masy, mahło b heta stacca ŭ praciahu niekalkich hadzin.

вернуться

58

«Błazan!», «Aktor!» (łac.).