Właśnie wsypywała popcorn do miski, gdy znów zadzwonił telefon.
– Mamo, umieram z głodu – oznajmił zniecierpliwiony Wes.
Uwielbiała ten ton. Oznaczał, że chłopiec otrząsnął się już ze złego nastroju.
To TJ powiedziała, patrząc na wyświetlacz komórki.
– Pozdrów – odrzekł chłopiec, wsypując do ust garść prażonej kukurydzy.
– Wes pozdrawia.
– Nawzajem. Aha, powiedz mu, że dostałem się na ósmy poziom w „Zargu”.
– To dobrze?
– Jeszcze jak!
Dance przekazała wiadomość Wesowi, którego oczy rozbłysły.
– Ósmy? Niemożliwe!
– Jest pod wrażeniem. Mów, o co chodzi.
– Kto przejmuje interes?
– Interes?
– Dowody, raporty, e-maile i tak dalej. Cały majdan, pamiętasz?
Pytał, kto napisze raport zamknięcia sprawy. W tym wypadku zapowiadał się opasły dokument, zważywszy na liczbę przestępstw i masę papierów związanych ze współpracą między instytucjami. Sprawę prowadziła Dance i sporządzenie protokołu leżało w gestii CBI.
– Ja. Właściwie powinnam powiedzieć „my”.
– Wolałem pierwszą odpowiedź, szefowo. A, przy okazji, pamiętasz „Nimue”?
Tajemnicze słowo…
– Pamiętam, i co?
– Właśnie znalazłem jeszcze jedno znaczenie. Chcesz, żebym to sprawdził?
– Chyba tak będzie lepiej. Chcę postawić kropki nad każdym i, że się tak wyrażę.
– Możemy się umówić na jutro? Mam dzisiaj małe spotkanko, nic wielkiego, ale Lucretia może się okazać kobietą moich marzeń.
– Chodzisz z dziewczyną o imieniu Lucretia? Może powinieneś się przygotować… Wiesz co? Przywieź mi cały majdan. I to, co masz o „Nimue”. Sama się do tego zabiorę.
– Szefowo, jesteś aniołem. Czuj się zaproszona na wesele.
Piątek
Rozdział 58
Kathryn Dance, w czarnym kostiumie i bawełnianym sweterku w kolorze czerwonego wina, siedziała na tarasie restauracji „Bay View” przy Fisherman’s Wharf w Monterey.
Lokal w pełni zasługiwał na swoją nazwę [5], ponieważ roztaczał się z niego pocztówkowy widok na rozległe wybrzeże aż do Santa Cruz, które w tej chwili pozostawało jednak niewidoczne. Pogoda tego ranka była typowa dla przełomu wiosny i lata na półwyspie. Całe nabrzeże spowijała mgła gęsta jak dym z zalanego wodą ogniska. Temperatura nie przekraczała trzynastu stopni.
Poprzedniego wieczoru Dance była w radosnym nastroju. Daniel Pell przestał stanowić zagrożenie, Linda dochodziła do siebie, Walker i jego rodzina ocaleli. Umówiła się z Winstonem Kelloggiem na „potem”.
Dziś jednak było inaczej. Osaczyło ją przygnębienie, z którego nie potrafiła się otrząsnąć, a jej nastrój nie miał nic wspólnego z pogodą. Jedną z wielu przyczyn tego stanu była myśl o pogrzebach i uroczystościach żałobnych na cześć strażników zamordowanych w sądzie, zastępców szeryfa, którzy zginęli wczoraj w Point Lobos Inn, oraz Juana Millara.
Pociągnęła łyk kawy. Nagle zaskoczona ujrzała kolibra, który nadleciał znikąd i zanurzył dziób w karmniku zawieszonym na końcu tarasu, przy klombie gardenii. Po chwili zjawił się inny i odpędził pierwszego. Ptaki były piękne jak klejnoty, lecz zajadłością potrafiły dorównać psom łańcuchowym.
– Cześć – usłyszała.
Winston Kellogg nadszedł z tyłu, objął ją ramieniem i pocałował w policzek. Nie za blisko ust, nie za daleko. Uśmiechnęła się i uścisnęła go.
Usiadł.
Dance przywołała gestem kelnerkę, która ponownie napełniła jej filiżankę i nalała kawy Kelloggowi.
– Zrobiłem rekonesans okolicy – powiedział agent. – Pomyślałem, że wieczorem możemy pojechać do Big Sur. Znalazłem taki lokal Ventana.
– Piękny. Od lat tam nie byłam. Restauracja jest wspaniała. Ale to kawał drogi.
– Jestem gotowy. Autostradą numer jeden, zgadza się?
Która mijała Point Lobos. Dance wróciła myślą do huku strzałów, krwi, widoku Daniela Pella leżącego na plecach, jego zgaszonych błękitnych oczu nieruchomo wpatrzonych w ciemne niebo.
– Dzięki, że zgodziłeś się tak wcześnie wstać – powiedziała.
– Śniadanie i kolacja z tobą. Cala przyjemność po mojej stronie.
Posłała mu kolejny uśmiech.
– Sytuacja wygląda tak. TJ chyba wreszcie rozwiązał zagadkę „Nimue”.
Kellogg skinął głową.
– Tego Pell szukał w Capitoli.
– Z początku sądziłam, że to nick sieciowy, potem, że nazwa może mieć coś wspólnego z grą komputerową „NiXmue”, dość popularną.
Agent pokręcił głową.
– Podobno jest na topie. Powinnam się skonsultować z ekspertami – to znaczy z dziećmi. W każdym razie chodziła mi po głowie myśl, że Pell i Jimmy poszli do Croytonów ukraść jakieś cenne oprogramowanie. Przypomniałam sobie, jak Reynolds mówił, że Croyton przekazał wszystkie swoje materiały i oprogramowanie uniwersytetowi CSUMB. Podejrzewałam, że może Pell zamierza skraść coś z archiwum uniwersyteckiego. Ale nie, okazało się, że Nimue to co innego.
– Co?
– Nie jesteśmy pewni. Dlatego właśnie chciałam cię prosić o pomoc. TJ znalazł plik w komputerze Jennie Marston. Nazywał się… – Dance wygrzebała kartkę i przeczytała: – „Nimue – samobójstwo w sekcie w LA”.
– Co było w pliku?
– Na tym polega problem. TJ próbował go otworzyć. Ale jest chroniony hasłem. Będziemy musieli wysłać go do centrali CBI w Sacramento, ale szczerze mówiąc to może potrwać parę tygodni. Być może to nic istotnego, chciałabym się jednak dowiedzieć, o co w tym chodzi. Miałam nadzieję, że znajdziesz w biurze kogoś, kto szybciej to rozszyfruje.