– Na pewno ocalił życie wielu osobom.
– Och, tak. A gdyby, powiedzmy, więzień chciał stuknąć drugiego, na przykład wypatroszyć kosą domowej roboty – Daniel na pewno by mi powiedział.
Dance wzruszyła ramionami.
A więc dał mu pan trochę luzu. I wpuścił do biura.
Tak. W biurze jest telewizor z kablówką, a on chciał czasem obejrzeć mecz, który nikogo innego nie interesował. To wszystko. Nie było żadnego ryzyka. Biuro jest w najlepiej strzeżonej części zakładu. Nie mógł się stamtąd wydostać. Wychodziłem na obchód, a on oglądał sobie mecz.
Jak często?
– Trzy, cztery razy.
– Czyli mógł wchodzić do Internetu?
– Możliwe.
– Kiedy ostatnio był w biurze?
– Wczoraj.
– Dobrze, Tony. Wróćmy do telefonów. – Dance pamiętała jego reakcję stresową, gdy Waters mówił, że Pell dzwonił tylko do ciotki; dotykał ust, wykonując gest blokujący. Jeżeli przesłuchiwany przyzna się do jednego czynu, często łatwiej go skłonić do przyznania się do innego przestępstwa.
– Powiem pani coś jeszcze o Pellu – rzekł Waters. – Każdy potwierdzi, że interesował się seksem i to bardzo. Chciał uprawiać seks przez telefon, a ja mu pozwalałem.
Ale Dance natychmiast zauważyła zachowanie odbiegające od wzorca, doszła więc do wniosku, że choć przyznaje się do winy, wyjawia prawdę o drobnym przestępstwie, ukrywając coś poważniejszego.
– Doprawdy? – spytała ostro, znów pochylając się bliżej. – A jak za nie płacił? Kartą kredytową? Za połączenia z numerem dziewięćset [2]?
Chwila milczenia. Waters nie przemyślał za dobrze kłamstwa; zapomniał, że za sekstelefon trzeba płacić.
– Nie mam na myśli tych numerów z ostatnich stron gazet. Pewnie źle się wyraziłem. Daniel dzwonił do jakiejś kobiety, którą znał. Chyba do niego pisała. Dostawał mnóstwo poczty. – Uśmiechnął się nieznacznie. – Od fanów. Niech pani sobie wyobrazi. Taki ktoś jak on.
Dance przysunęła się nieco bliżej.
– Ale kiedy pan ich słuchał, nie chodziło o żaden seks, prawda?
– Nie, tylko… – Zdał sobie sprawę, że nic nie wspominał o podsłuchiwaniu rozmów. Było już jednak za późno. – Nie. Po prostu normalnie rozmawiali.
– Słyszał pan ich oboje?
– Tak. Byłem na trzeciej linii.
– Kiedy to było?
– Jakiś miesiąc temu, pierwszy raz. Potem rozmawiali jeszcze parę razy. Wczoraj też. Kiedy był w biurze.
– Czy numery są rejestrowane?
– Nie, rozmowy miejscowe nie.
– Ale numer zamiejscowy zostałby zarejestrowany.
Waters wbił wzrok w podłogę. Wyglądał żałośnie.
– Co takiego, Tony?
– Dałem mu kartę telefoniczną. Dzwoni się pod numer osiemset, wstukuje się kod, a potem właściwy numer.
Dance wiedziała, jak działają takie karty. Ustalenie numeru było niemożliwe.
– Naprawdę, musi mi pani uwierzyć. Nie zrobiłbym tego, gdyby nie informacje, jakie od niego dostałem… były ważne. Uratowały…
– O czym rozmawiali? – spytała życzliwym tonem. Nigdy nie można zachowywać się szorstko wobec przesłuchiwanego, który wyznał prawdę; należy go traktować jak nowego najlepszego przyjaciela.
– O zwykłych sprawach. Pamiętam, że mówili coś o pieniądzach.
– Co mówili?
– Pell pytał, ile udało się jej zebrać i odpowiedziała, że dziewięć tysięcy dwieście dolców. A on na to: „To wszystko?”.
Dość kosztowny seks przez telefon, pomyślała drwiąco Dance.
– Potem kobieta spytała o godziny widzeń, ale powiedział, że to nie dobry pomysł.
A więc nie życzył sobie jej odwiedzin. Nie chciał, by ktokolwiek widział ich razem.
– Nie domyśla się pan, skąd była ta kobieta?
– Wspominał Bakersfield. Wyraźnie powiedział: „Do Bakersfield”.
Kazał jej jechać do domu ciotki, zabrać młotek i podrzucić do studni.
– Jeszcze coś sobie przypominam. Opowiadała mu o kardynałach.
– Katolickich?
Odpowiedział jej śmiech, w którym brzmiała nuta rozpaczy.
– Nie, o ptakach. O kardynałach i kolibrach na podwórku. A potem o meksykańskim jedzeniu. „Meksykańskie jedzenie poprawia mi na strój”. Tak powiedziała.
– Słyszał pan w jej głosie jakiś charakterystyczny akcent?
– Nie zauważyłem.
– Miała wysoki czy niski głos?
– Chyba niski. Taki seksowny.
– Wydawała się inteligentna czy głupia?
– Jezu, nie mam pojęcia. – Sprawiał wrażenie zupełnie wyczerpanego.
– Tony, może mi pan powiedzieć coś jeszcze? Naprawdę nam zależy, żeby go złapać.
– Nic więcej nie przychodzi mi już do głowy. Przykro mi.
Przyjrzawszy mu się, uwierzyła, że naprawdę niczego więcej nie wie.
– Dobrze. Na razie chyba wystarczy.
Ruszył do wyjścia. Zatrzymał się przy drzwiach i obejrzał.
– Przepraszam, że tak się pogubiłem. Miałem ciężki dzień.
– Rzeczywiście dzień nie był dobry – zgodziła się. Strażnik przez chwilę stał bez ruchu przy drzwiach, wyglądając jak zbity pies. Nie doczekawszy się słów pocieszenia, ciężkim krokiem opuścił pokój.
Dance zadzwoniła do Carranea, który jechał do You Mail It, i przekazała mu informacje wydobyte od Watersa: że wspólniczka nie mówi z żadnym wyraźnym akcentem i ma niski głos. Te szczegóły mogły pomóc kierownikowi punktu usługowego przypomnieć sobie kobietę.
Następnie zadzwoniła do naczelniczki Capitoli, aby ją zawiadomić, co się stało. Kobieta milczała przez chwilę, a potem zdołała wykrztusić:
– Och.
Dance spytała, czy więzienie ma swojego informatyka. Kiedy okazało się, że tak, naczelniczka obiecała jej, że poleci mu przeszukać komputery w biurze administracyjnym i sprawdzić wszystkie wczorajsze połączenia z siecią oraz e-maile. Zadanie nie powinno być trudne, ponieważ personel nie pracował w niedzielę i Pell był przypuszczalnie jedyną osobą korzystającą z sieci – jeżeli istotnie wchodził do Internetu.