Выбрать главу

»Syn ośmiu dni, będzie obrzezany między wami każdy mężczyzna w narodziech waszych, tak doma narodzony, jako i kupiony za pieniądze, od jakiegożkolwiek cudzoziemca, który by nie był z nasie­nia twegoa.

A było Abrahamowi sto lat, gdy mu się urodził Izaak, syn jego. I obrzezał Abraham Izaaka, syna swego, gdy był w ośmiu dniach, jako mu był rozkazał Bóg”.

Następnie kapitan Eustazy wymienił zapisane w DEUTERONOMIUM - KSIĘDZE POWTÓRZONEGO PRAWA - wszystkie prze­kleństwa i kary na tych, którzy przykazaniom Boga nie będą posłusz­ni.

Z kolei znów przeszedł na żargon i grzmiał dalej:

- A wy chcecie, bym zginął, jak ten przechodzień, który został ukamienowany, za to, że w sabat drwa zbierał, jak to powiedziano w NUMERI piętnaście? Ze mnie, który jest tutaj kapitanem, chcecie zrobić swego SZABESGOJA, wykonującego robotę zabronioną przez waszego Boga?

Żargon nie był u kapitana Eustazego tak często w użyciu, jak obce języki, wobec czego sens przemówienia ustępował miejsca pompatyczności i pewnej przypadkowości wyrzucanych słów. Ze zwykłą sobie wyszukaną dworskością wobec kobiet, które zawsze raczył przydomkiem „moja królowa”, jako że i one były w delegacji, mówił dalej:

- Aufder reszffas wi malke tojer, woj is bojse r ega in bajs bacholis witstu a ojwer bru miel der ben, thun i mazzik zajn, liche un hinnoma. Ir welen aufjam thun jom kipper. Du bistjacer hor un dibuk. Bas koi mewassen zajn un ich asernio: law nit gegesztoj thun a mile! Menoche aufjam un ad mejoch szonim dem guten klajninke ingelf[7]

Na zakończenie przemówienia kapitan Eustazy najniespodziewaniej przeszedł na język polski:

- W ósmym dniu jego życia będziecie już w Nowym Jorku. Tam dokonacie obrządku!

Tak było na „cichej” pod względem religijnym linii północnoat­lantyckiej, na której umysły pasażerów były zaprzątnięte przede wszystkim sztormami, górami lodowymi i mgłami. Inaczej działo się na linii palestyńskiej, gdzie pokłady „Polonii” kipiały od pątników do Ziemi Świętej oraz od wracających po dwóch tysiącach lat do Ziemi Obiecanej.

Baśniowy Stambuł jawił się przed oczami pasażerów jak miraż o wschodzie słońca. Wynurzające się z perłowej mgły mury Seraju i iglice minaretów-rycerzy nad kulistymi kopułami meczetów przy­wodziły na myśl pochód zwycięskiego Islamu i rozkosze raju Maho­meta.

W przeciągu dwóch tygodni dwukrotnie powtarzał się ten obraz, podobnie jak widok przejścia pomiędzy wyspą Tenedos a lądem, na którym stała Troja. Miejsce to budziło najżywsze zaciekawienie pasażerów. Ich pytania na temat Troi wykształciły dożywotnią dro­biazgową znajomość tych spraw u nawigatorów „Polonii”.

Dziewięć lat walczono na widocznej stąd ziemi o najpiękniejszą kobietę świata, poczętą z łabędzich zalotów Zeusa do Ledy - smutnej do tego czasu, bezdzietnej żony króla Sparty, Tyndareosa, zanim dzięki Zeusowi nie stała się matką pięknej Heleny, Klitajmestry, Kastora i Polideukesa, inaczej Polluksa. Rodzeństwo to miało się wykluć z dwóch jaj wydanych wówczas przez Ledę. Na „Polonii” Ledę uważano za matkę „Iliady” i „Odysei”. Ojcem był łabędź. Tak z zapałem oświecano ciekawych tych spraw pasażerów.

Świątynie starożytnej Grecji przenosiły w świat mitologii i niezli­czonych bóstw, których bosko-mitologiczne poczynania - zamknięte w przenośniach - zniżane były do codzienności współczesnej cywi­lizacji. Trzeba było być wielkim znawcą życia, które zbudowało te wszystkie świątynie, utworzyło granice państw, przebrało mieszkań­ców tych krajów w odmienne szaty i narzuciło im odmienny sposób wyrażania swych wierzeń, by nie doznać zaburzeń myślowych. Rodziły one na tej linii wielkich niekiedy, ale nikomu nie znanych reformatorów współczesnych.

W atmosferze bosko-mitologicznych oparów na wszystkich pokła­dach „Polonii” modlono się i grzeszono. Modlono się odmiennie, grzeszono jednakowo. Modły odbywały się jawnie, grzeszenie prawie jawnie.

W tę kipiel „wierzeń” na palestyńskiej linii wpadł jeden z kapi­tanów z Polsko-Brytyjskiego Towarzystwa Okrętowego (Gdynia - Londyn), na razie obejmując stanowisko starszego oficera. Mło­dość swą spędził wśród lodów Arktyki, na statkach badawczych pozbawionych uroków mitologii. Żegluga z Gdyni do Londynu obfi­towała w kolce zupełnie odmienne, przeważnie w postaci pasażerów na gapę, a stały pośpiech na tej linii nie zostawiał wiele czasu na filozofię.

Te zawiłe sprawy mitologiczno-religijne, w braku elementarnego w nich rozeznania, oszołomiły nowo przybyłego. Nie zdołał pamię­ciowo ogarnąć: KTO? CO? i GDZIE? czyni z KIM? i JAK?

Zamęt kipiał pod czaszką stałe zdumionego oficera od tego, co słyszał i widział. Usiłował uporządkować wtłaczane mu przez ŻYCIE na tych wodach wiadomości. Automatycznie, chyba wbrew własnej woli, zaczął głosić reformy, jakie należałoby zaprowadzić na tej linii.

Jako starszy oficer, na swych porannych, JUTRZENKĘ witających wachtach, dzielił się swymi spostrzeżeniami i koniecznymi według niego projektami reform z oficerem pełniącym razem z nim słu­żbę.

- Nu wie co? A? - tymi krótkimi słowami zazwyczaj rozpoczynał swe zwierzenia. - Nu uczył się religii w gimnazji? Nu ja nie uczył. U mnie we wszystkich atestacjach z ZAKONU BOŻEGO - kreska. Nu, pa mojemu, chrześcijańska religia - tak ona nie dłużej jak dwa tysięcy lat. Żydowska religia - ob niej i mówić nie ma co: ząb za ząb, oka za oka! Nu najmniejsza dziecka, wiadomo, jak jego wderzysz, NU ZECHCĄ ODDAĆ! Nu i cóż takiego. Nu magamietanska religia, nu ot stara religia.

- Ależ, panie kapitanie! Mahomet żył w sześćsetnym roku po Chrystusie! - ośmielił się zauważyć oficer wybrany przez kapitana na ucznia.

- Nu już mnie pan nie mów. Ja lepiej za pana znam. Nu pomyśli pan sarn, nu cóż te religii? Nu popatrzaj pan sam, nu tutaj na tym statku. Nu ludzi nie widzo, czy Pan Bóg jest, czy nie! Nu, pa mojemu, to Pan Bóg musiałby wszystkich ludzi w jedna miejsca zebrać, awtedy niebiosa by się atwarzyli, a Pan Bóg ludziom pogroziłby kułakiem i powiedział: ...(niestety, najbardziej tolerancyjna cenzura na świecie nie pozwoliłaby na wydrukowanie pełnego tekstu, co według nowego reformatora miałby powiedzieć Pan Bóg z niebaludziom). - Końcowe podsumowanie przemówienia zamykało się w trzech treściwych i zwięzłych słowach: - NU ŻYJTIE PARZONDNIE!

Ale jeszcze kipiący, po chwili ciągnął dalej:

вернуться

7

Na głowę tak pięknej, jak królowa, kobiety, która leży teraz w szpitalu, chcecie przez obrzezanie jej syna sprowadzić szkodę, nieszczęście i piekło. Chcecie na morze sprowadzić sądny dzień. Jesteś złym doradcą i złym duchem! Niech głos Pana zawstydzi was, a ja zakazuję: nikt nie dokona obrzezania. Pokój na morzu i „sto lat” dla dobrego malutkiego chłopca!