Выбрать главу

— Już wkrótce. Chcesz być przy tym obecna, czy powrócisz na Ziemię wcześniej?

— Chcę lecieć z tobą! — wypaliła.

— Głupstwa mówisz — powiedziałem pobłażliwie.

— Nie dziwię się zresztą, bo podobno takie dziwne zachcianki miewają niemal wszystkie młode matki.

— Wszystkich moich zachcianek nawet się nie domyślasz — zauważyła pogodnym tonem. — Będziesz jednak musiał zabrać mnie i Astera ze sobą.

Starałem się ją przekonać, że to nie ma sensu. Stawiałem za przykład Olgę, która jako jedna z najbardziej doświadczonych astronautek powinna w pierwszej kolejności wziąć udział w wyprawie, a jednak poprosiła o wyznaczenie jej na dowódcę trzeciej eskadry rezerwowej, startującej z Ory za jakieś trzy lata, aby jak najdłużej być ze swoją Irenką. O tym, żeby brać dziewczynkę na niebezpieczną wyprawę, ani ona, ani Leonid nawet nie pomyśleli.

— Macierzyństwo — powiedziałem — jest najszczytniejszym i najstarszym powołaniem kobiety. Wszyscy winniśmy liczyć się ze świętymi prawami matki nawet w naszych czasach, kiedy żłobki zapewniają dziecku znacznie lepszą opiekę niż ich własna rodzicielka.

— Moim zdaniem nie gorzej od ciebie znam obowiązki macierzyńskie — powiedziała Mary gniewnie. Nic nie wskórasz, lecimy z tobą.

— Ale dlaczego?! — wykrzyknąłem. — Czemu, wytłumacz mi to po ludzku, chcesz narazić siebie i Astra na trudy i niebezpieczeństwa dalekiej podróży?

— Gdzie ty, Kajusie, tam i ja, Kaja.

Nie zrozumiałem, czemu nazwała mnie Kajusem, nie znalazłem też potem czasu, aby zapytać o to MUK.

— Chcesz, abym wpisał Astra na listę załogi?

— Nie ironizuj, właśnie tego chcę!

Podszedłem do synka, chwyciłem go na ręce i powiedziałem uroczyście:

— Gotuj się do dalekiej drogi, mały człowieku imieniem Aster!

— By! — odpowiedział synek głośno i wyraźnie.

7

Lecieliśmy dwoma eskadrami po sto gwiazdolotów. Każdy z krążowników był pięćdziesiąt kroć potężniejszy od naszego „Pożeracza Przestrzeni”. Podniosłem swój admiralski proporzec na „Cielcu”, okręcie flagowym Osimy. Na jego pokładzie zamieszkali również Wiera i Lusin. Na „Skorpionie” dowodzonym przez Leonida leciał Allan ze swoim sztabem.

Wieści otrzymane z Ziemi tuż przed startem nie były pocieszające. Lokatory nadświetlne Alberta nie wykryły żadnego ruchu wśród gwiazd Perseusza. Zaobserwowano tylko jedno zagadkowe zjawisko, które wówczas zlekceważyliśmy. Zresztą, gdybyśmy nawet pojęli, co ono oznacza, nie zaważyłoby to na naszych planach. Albert doniósł, że nagle zniknęła jedna z gwiazd skupiska Phi wraz z jedną planetą zamieszkaną najprawdopodobniej przez Zływrogów.

— Wzięła i znikła — mówił Albert. — I to niezła gwiazda: olbrzym klasy K o jasności bezwzględnej około minus pięciu — jakieś dziesięć tysięcy jaskrawsza od Słońca!

— A może to anihilacja? — zapytałem. Doniesienie Alberta bardzo mnie zaniepokoiło. Jeżeli Niszczyciele posiedli umiejętność przekształcania materii w przestrzeń, to utraciliśmy naszą główną przewagę wojskową. — Nie sprawdził pan, czy skupisko się rozszerza?

— Za kogo pan mnie ma, Eli? — powiedział Albert urażonym tonem. — Oczywiście, że to zrobiłem! Żadne nowe jamy pustki w Perseuszu się nie pojawiły. Gwiazda po prostu zniknęła bez śladu i to wszystko!

— Obserwacje prowadzono przy pomocy SFP?

— Naturalnie! W przestrzeni optycznej ta gwiazdka będzie spokojnie świecić co najmniej pięć tysięcy lat. Pomarańczowa — bo tak ją nazwaliśmy — zniknęła z przestrzeni ponadświetlnej.

Stacje fal przestrzennych na statkach i na Orze były zbyt słabe, aby zaobserwować zniknięcie Pomarańczowej. Dokładnie natomiast obejrzeliśmy ją sobie przez urządzenia optyczne.

Gwiazda była nader efektowna, jasnopomarańczowa, zaćmiewająca wszystkie sąsiednie ciała niebieskie swym jaskrawym blaskiem. Dawno już zwróciłem uwagę na fakt, że Niszczyciele najchętniej osiedlają się wokół takich gigantów wysokich klas spektralnych. Powiedziałem o tym Osimie.

Sprawa zniknięcia Pomarańczowej zajmowała nas niedługo i nikogo szczególnie nie zaniepokoiła. Romero uważał, że chodzi tu prawdopodobnie o uszkodzenia w SFP i napisał to w raporcie.

Nie będę opisywał podróży do skupisk gwiezdnych Perseusza, gdyż lepiej ode mnie zrobił to Paweł w swoim sprawozdaniu. Wspomnę tylko, że każdy ze statków obu eskadr był znacznie szybszy od „Pożeracza Przestrzeni”, lecz cała flotylla poruszała się wolniej od tego zwiadowcy, nie mogliśmy bowiem liczyć na to, że tak wielkie zgrupowanie okrętów zdoła niepostrzeżenie podkraść się do twierdz Niszczycieli. Należało więc przedsięwziąć środki ostrożności, aby atak wroga nie zaskoczył nas w podróży.

Aster rozpoczął szósty rok życia, gdy przed nami, zajmując całe niebo, rozlały się gigantyczne skupiska gwiezdne Perseusza.

8

Oczekiwano nas.

Już z dala zaczęliśmy rozszyfrowywać wiadomości nadawane przez przyjaciół i wrogów. I znów, jak w trakcie lotu zwiadowczego „Pożeracza Przestrzeni”, w kosmosie rozszalała się burza zakłóceń. Szumy zagłuszały informacje Galaktów, a depesze wewnętrzne Niszczycieli były tak niejasne, że ich rozszyfrowanie niczego nam nie dało.

Podeszliśmy do pasma pustki kosmicznej rozdzielającej oba skupiska: Phi i Chi. Odległość między skupiskami wynosiła około stu parseków — drobiazg w skali galaktycznej lecz wcale nie drobiazg dla naszych statków. Niektórzy z kapitanów nalegali na eksplorację bliższego skupiska Phi, ale ja wytyczyłem kurs na Chi, gdzie nas oczekiwali doskonale przygotowani na to spotkanie wrogowie, lecz także niewątpliwi przyjaciele. Nieznani przyjaciele już poprzednim razem usiłowali nam pomóc, mogliśmy więc i teraz liczyć na ich skuteczne poparcie.

Wkrótce zostawiliśmy po obu stronach puste gwiazdy peryferyjne i znaleźliśmy się w okolicy, gdzie ciała niebieskie tłoczyły się jedno przy drugim.

Obie eskadry leciały odrębnymi szykami taranowymi. W eskadrze Osimy ostrzem tarana był „Cielec”, za nim szedł „Pies Gończy” otoczony pierścieniem dwunastu innych statków. Następne siedem warstw szyku również zawierało po trzynaście gwiazdolotów, z tym że średnica każdej kolejnej tarczy była większa od poprzedniej. Gigantyczny stożek złożony ze stu dwóch okrętów atakował okowy przestrzeni nieeuklidesowej, które niegdyś zacisnęły się wokół „Pożeracza Przestrzeni”. Według obliczeń MUK moc eskadry wystarczyłaby na pokonanie dowolnego zakłócenia metryki.

W odległości kilku tygodni świetlnych dokładnie taki sam zespół statków pod dowództwem Allana i Leonida drążył własny tunel w przestrzeni. Pierwsze ich depesze donosiły, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Byliśmy pewni sukcesu.

Doskonale pamiętam dzień, kiedy przekonanie, iż bez trudu zwyciężymy, rozwiało się bez śladu. Owego dnia siedzieliśmy w sterówce we czwórkę: Osima, Wiera, Romero i ja. Blask gwiazd był tak jaskrawy, że rozróżniałem ich twarze. Eskadra anihilując przestrzeń mknęła lu czerwonożółtemu słońcu z jedną planetą. To była Pomarańczowa, która nagle zniknęła z Perseusza przed naszym startem z Ory i równie nieoczekiwanie z powrotem tam się pojawiła. Przedtem, jak już mówiłem, nie zwróciłem na ten fakt szczególnej uwagi, teraz jednak Pomarańczowa niepokoiła mnie coraz bardziej…

— Na razie chyba wszystko idzie pomyślnie? odezwała się Wiera.