Nie miała czasu ani na obrzędy, ani na ofiary, wykrzyczała więc zew, którego ją nauczono, i mrok ciemniejszy od nocy pojawił się za ogniskiem.
Czarownica padła na twarz. Przez kłąb mroku przebiegły zimne, błękitne ogniki. — Pomocy — zajęczała. — Pomocy, Elfowie są już blisko.
Oczy demona spoglądały na nią bez gniewu czy litości. Zgiełk stał się głośniejszy. — Pomocy! — zapłakała.
Demon przemówił głosem, który zlewał się ze świstem wiatru, i zdawał się dochodzić z bardzo daleka: — Czemu mnie wezwałaś?
— Oni… dybią… na moje życie.
— To co z tego? Słyszałem, jak kiedyś powiedziałaś, że nie wiele obchodzi cię twoje życie.
— Moja zemsta jeszcze się nie dokonała — szlochała czarownica. — Nie mogę teraz umrzeć nie wiedząc, czy moja praca i cena, jaką zapłaciłam, poszły na marne. Panie, pomóż twej służebnicy!
— Nie jesteś moją służebnicą, ale niewolnicą — zaszemrał demon. — Cóż mnie obchodzi, czy spełniły się twoje pragnienia? Jestem władcą zła, które jest marnością nad marnościami. Czy wydaje ci się, że kiedyś mnie wezwałaś i że dobiłaś ze mną targu? Nie, wyprowadzono cię w pole. To był ktoś inny. Śmiertelnicy nigdy nie sprzedają mi swych dusz, lecz oddają.
I Książę Ciemności zniknął.
Czarownica wrzasnęła ze strachu i wybiegła z szałasu. Elfowe psy, odstręczone wonią tego, który był tu niedawno, zaszczekały i zawróciły. Wiedźma zamieniła się w szczura i wpełzła do nory Pod dębem druidów.
— Jest blisko! — zawołał Ognista Włócznia. — I — Ha! Zwęszyły trop!
Psy otoczyły dąb. Grudki ziemi pryskały na wszystkie strony, kiedy poczęły kopać w poszukiwaniu łupu, rwąc korzenie i szczekając głośno. Czarownica wybiegła, zamieniła się we wronę i poszybowała w górę. Ognista Włócznia napiął łuk. Wrona spadła na ziemię i znów przybrała postać starej jędzy. Psy rzuciły się na nią. Szczur wyskoczył zza pazuchy czarownicy. Jeden z koni podniósł podkutą srebrem nogę, aby go zmiażdżyć.
Elfowe psy rozszarpały nieszczęsną na kawałki. Gdy to czyniły, wiedźma krzyknęła do Elfów: — Niech wszystkie moje przekleństwa, wszystkie nieszczęścia spadną na Alfheim! I powiedzcie Imrykowi, że Walgard Odmieniec żyje i wie o wszystkim…
Nie powiedziała nic więcej. — Było to łatwe polowanie — rzekł Ognista Włócznia. — Bałem się, że będziemy musieli uciec się do pomocy czarów, aby odnaleźć ślady jej wędrówek przez minione dwadzieścia lat, może nawet szukać w obcych krajach. — Wciągnął w nozdrza powietrze. — A tak możemy przez resztę nocy poszukać lepszej zwierzyny.
Imryk szczodrze wynagrodził myśliwych, lecz gdy z pewnym zdziwieniem opowiedzieli mu o ostatnich słowach czarownicy, zasępił się.
XIII
Walgard zapewnił sobie wysoką pozycję na dworze Króla Trollów jako wnuk Illredego i mocarny wojownik, który mógł używać żelaza. Lecz trollowi wielmoże spoglądali nań z ukosa, gdyż w jego żyłach płynęła również krew Elfów, a w dodatku przybył z krainy ludzi. Poza tym zazdrościli przybyszowi, który po tym, jak czar mowy umożliwił mu posługiwanie się ich językiem, od razu znalazł się w ich szeregach. I tak oto Walgard nie znalazł przyjaciół w Trollheimie. Zresztą nie szukał ich, gdyż wygląd, zapach i zwyczaje tego ludu budziły w nim odrazę.
Byli oni jednak nieulękliwi i niezwykle silni. Ich czarownicy władali mocami niedostępnymi żadnemu śmiertelnikowi. Ich naród był najsilniejszy w Krainie Czarów z wyjątkiem — być może — Alfheimu. Taka sytuacja w pełni odpowiadała Walgardowi, gdyż wśród Trollów znalazł środki umożliwiające mu zemstę i odzyskanie utraconego dziedzictwa.
Illrede zapoznał go ze swymi planami. — Przez cały okres pokoju szykowaliśmy się do wojny — rzekł — podczas gdy Elfowie próżnowali, intrygowali między sobą i używali wszelkich przyjemności. Nie jesteśmy tak liczni jak oni, ale wraz z tymi, którzy pójdą z nami, tym razem znacznie przewyższymy ich liczebnie.
— Co to za jedni? — zapytał Walgard.
— Pokonaliśmy większość plemion Goblinów lub zawarliśmy z nimi sojusz — odparł Illrede. — Żywią oni zadawnione urazy zarówno do Trollów, jak i do Elfów, lecz obiecałem im łupy i wolność dla wszystkich posiadanych przez nas niewolników z ich rasy, a także miejsce tuż za nami, gdy obejmiemy rządy w Krainie Czarów. Są dość liczni i nader dzielni z nich wojownicy.
— Poza nimi mamy też kompanie z dalekich krajów — demony znad Bajkału, Szenów z Kathaju, Oniów z Cipangu[28] i Dżinnów z mauretańskich pustyń, którzy znacznie zasilili nasze szeregi. Przybyli tu dla łupów i nie możemy im w pełni zaufać, ale użyję ich w boju zgodnie z ich umiejętnościami. Są również maruderzy, którzy przybyli pojedynczo lub niewielkimi grupami — wilkołaki, wampiry, ghule[29] i im podobni. Mamy też wielu niewolników z ludu Niziołków. Niektórzy z nich także wezmą udział w walce w zamian za obietnicę wolności i w dodatku mogą dotykać żelaza.
— W obliczu tak wielkiej armii Elfowie są osamotnieni. Może uda im się wytrzasnąć skądś kilku Goblinów, Niziołków, czy kogoś podobnego, ale w zasadzie ci się nie liczą. W najlepszym wypadku mogą mieć nadzieję na pomoc Sidhów[30]. Jednakże wypowiedziałem się, że tamci zamierzają stać na uboczu, jeżeli ich wyspa nie zostanie zaatakowana, a my będziemy uważali, żeby tego nie zrobić… w tej wojnie.
— To prawda, że przywódcy Elfów są chytrzy i znają się na magii — lecz ja i moi wodzowie również. — Illrede zaśmiał się chrapliwie. — Och, złamiemy Alfheim jak suchy patyk na kolanie!
— Czy nie możecie zwrócić się o pomoc do Jotunów? — zapytał Walgard, który nadal się uczył tajników świata, w którym się znalazł. — Oni są spokrewnieni z Trollami, prawda?
— Nawet nie wspominaj o czymś takim! — skarcił go Illrede. — Nie ośmielimy się wezwać na pomoc lodowych olbrzymów tak samo jak Elfowie Asów. — Zadrżał. — Nie chcemy w jeszcze większym stopniu stać się pionkami zwalczających się Mocy spoza Księżyca, niż już jesteśmy. Nawet gdyby się zgodzili, ani my, ani Elfowie nie odważymy się ich wezwać, gdyż jeśli Asowie lub Jotunowie wtargnęliby do Midgardu[31], druga strona wyruszyłaby przeciw nim, a wówczas rozegrałaby się ostatnia bitwa[32].
— Jak to się wszystko ma do udzielanych mi nauk o… nowym bogu?
— Lepiej nie mówić o tajemnicach, których nie możemy zrozumieć. — Illrede jął chodzić ociężale po wykutej w skale komnacie, w której prowadzili rozmowę w migotliwym blasku pochodni. — To właśnie z powodu bogów żaden mieszkaniec Krainy Czarów nie ośmieli się wyrządzić wielkiego zła ludziom, zwłaszcza tym, którzy zostali ochrzczeni. Nieco czarów, pożyczony na noc koń, porwane dziecko lub niewiasta i niewiele więcej, a i to nie za często. Ludzie lękają się nas teraz, ale gdyby zaczęli bać się za bardzo, wówczas zwróciliby się o pomoc do bogów, którzy się nimi opiekują, i zostaliby wysłuchani. Co gorsza, mogliby razem wezwać nowego białego boga, to zaś stałoby się końcem Krainy Czarów.
Walgard drgnął. Tej samej nocy poszedł do płytkiego grobu Asgerd, wykopał jej ciało i zabrał na pokład małej trollowej łodzi. Popłynął na południowy wschód, gnany czarodziejskim wiatrem (Illrede nauczył go, jak należy to robić), aż dotarł do niewielkiej wioski nad zatoką Moray w Szkocji.
30
Sidhowie — irlandzcy Elfowie. Przewodzili im Tuatha De Danaan, Plemię Bogini Danu, dawni bogowie Irlandii.
31
Midgard — w mitologii skandynawskiej środkowa część wszechświata zamieszkały przez ludzi.
32
W mitologii skandynawskiej bitwa między bogami a Jotunami i ich sprzymierzeńcami, po której miał nadejść Ragnarök, zagłada bogów i całego wszechświata.