Przez mrok i śnieżną zawieruchę zaniósł zawinięte w płaszcz zwłoki do kościoła. Zakradł się na cmentarz, w odległym kącie wykopał jamę, złożył w niej ciało Asgerd i zasypał ziemią, żeby nikt się nie dowiedział, iż tam był.
— Teraz śpisz w poświęconej ziemi, siostro, tak jakbyś tego pragnęła — szepnął. — Uczyniłem wiele złego, ale może zechcesz modlić się za moją duszę… — Urwał i rozejrzał się dookoła w oszołomieniu czując, że ogarnia go strach, którego dotąd nie znał. — Dlaczego tu jestem? Co ja tu robię? Ona nie jest moją siostrą. Jestem stworem, który powstał dzięki czarom. Nie mam duszy…
Zawył i wielkimi susami popędził do łodzi, po czym pożeglował na północny zachód, jakby gonili go wszyscy diabli.
Wreszcie nadszedł czas mobilizacji trollowych zastępów. Illrede, któremu nie brakowało przebiegłości, nie zgromadził swojej armii w jednym miejscu, gdzie elfowi zwiadowcy mogliby wyśledzić, jak była liczna. Każda część floty wypłynęła z własnego portu mając na pokładzie okrętu flagowego czarownika lub innego znawcę magii, który powinien dopilnować, żeby wszyscy przybyli na wyznaczone miejsce w tym samym czasie. Znajdowało się ono nieco na północ od angielskich ziem Alfheimu, tak by Trollowie mogli wylądować na pustych plażach, a nie naprzeciw elfowych twierdz. Illrede właśnie tam zamierzał złamać morską potęgę Elfów, później zaś ruszyć na południe zarówno morzem, jak i lądem, póki nie opanuje całej wyspy. Wówczas pozostawiłby tu część swoich sił, zleciwszy im, aby wytępiły wszystkich Elfów, którzy nie zginęli i nie poddali się, a tymczasem jego główna flota miała przepłynąć Kanał i dotrzeć do pozostałych prowincji Alfheimu. Jednocześnie niektóre jego oddziały wyruszyłyby lądem z Finlandii, Wendlandii[33] i położonych dalej na wschód siedzib Trollów. W ten sposób Trollowie zaatakowaliby Króla Elfów z zachodu i ze wschodu — a kiedy tylko cała Anglia zostałaby podbita, również z północy — i zmiażdżyliby go.
— Elfowi wojownicy są bardzo szybcy — rzekł Illrede — ale myślę, że Trollowie choć raz okażą się szybsi.
— Daj mi zwierzchnictwo nad Anglią — poprosił Walgard — a dopilnuję, żeby żaden Elf nie przeżył czasów, kiedy będę Jarlem.
— Obiecałem to Grumowi — odparł Illrede — lecz ty, Walgardzie, popłyniesz ze mną i w Anglii uczynię cię drugim po Grumie.
Walgard oświadczył, że się tym zadowoli. Zmierzył Gruma zimnym spojrzeniem i pomyślał, że trołlowego wielmożę bardzo łatwo może spotkać jakieś nieszczęście — a to uczyniłoby jego, Walgarda, jarlem Anglii, tak jak przepowiedziała mu czarownica.
Wsiadł na pokład okrętu flagowego wraz z Ilłredem i gwardią królewską. Był to wielki statek o wysokich burtach i wykutej przez Niziołków żelaznej ostrodze, którą mógł taranować wrogie jednostki, cały czarny z wyjątkiem końskiej czaszki jako galeony. Trollowi wojownicy posiadali broń i zbroje z lekkich stopów, choć większość z nich zabrała również kamienne narzędzia wojny, których waga odpowiadała ich ogromnej sile. Illrede nosił złotą koronę na czarnym hełmie i cenne futra na kaftanie ze smoczej skóry, którą nie mogła przebić nawet stal. Inni byli równie bogato odziani. Była to niesforna i zarozumiała załoga. Tylko Walgard nie nosił żadnych ozdób. Jego twarz zastygła jak maska, a na widok żelaznego topora i zbroi berserkera Trollowie omijali go z lękiem.
W królewskiej części floty było znacznie więcej statków. Większość z nich miała niezwykłe rozmiary i noc rozbrzmiewała okrzykami, graniem rogów i tupotem nóg. Ogromne korabie Trollów poruszały się wolniej od elfowych, gdyż były szersze, cięższe i nie tak zręcznie zbudowane, więc rankiem nadal przebywały na morzu. Załogi schroniły się pod zasłonami, które odcięły dostęp znienawidzonemu przez nich światłu słonecznemu, i pozwoliły statkom płynąć dalej. Były one niewidzialne dla śmiertelnych oczu, które nie otrzymały czarodziejskiego wzroku.
Następnej nocy cała flota zgromadziła się w wyznaczonym miejscu. Walgard był pełen podziwu. Wydawało się, że powierzchnię morza pokrył kobierzec ze statków. Każdy z nich roił się od zbrojnych mężów, z wyjątkiem tych jednostek, które przewoziły wielkie kosmate konie Trollów. Mimo to kapitanowie tak dobrze znali plany Illredego, że każdy zajmował od razu swą pozycję w szyku.
Statki i ich załogi, które wyruszyły przeciw Alfheimowi, były niezwykle różnorodne. Długie, wysokie, czarne korabie Trollów znajdowały się w środku, tworząc tępy klin z okrętem Illredego na czele. Z prawej i z lewej burty ustawili się Goblinowie, niektórzy na trollowych jednostkach, inni zaś na własnych smukłych drakkarach z czerwonymi wężami na dziobach; mieli weselsze od Trollów usposobienie, na srebrnych zbrojach nosili fantastyczne kostiumy, a uzbrojeni byli przeważnie w lekkie miecze, włócznie i łuki. Na skrzydłach wielkiej floty rozłożyły się eskadry zagraniczne: uzbrojeni w piki ogromni Szenowie, władający katanami Oniowie w malowanych dżonkach, zwinni Dżinnowie na galerach z przykutymi do wioseł niewolnikami i machinami wojennymi na pokładach, barki skrzydlatych demonów znad Bajkału, Niziołkowie w żelaznych zbrojach, potwory ze wzgórz, lasów i bagien, które walczyły tylko za pomocą zębów i pazurów. Wszystkimi okrętami dowodzili Trollowie i tylko najbardziej godni zaufania sprzymierzeńcy znajdowali się w pierwszym szeregu, który był na końcach osłonięty przez trollowe jednostki. Za pierwszym klinem znajdował się drugi, a poza nim rezerwy, które miały być użyte w razie potrzeby.
Na trollowych statkach zahuczały rogi, odpowiedziały im fujarki Goblinów, gongi Szenów i bębny Dżinnów. Chmury wisiały nisko nad masztami i morze pieniło się bielą od licznych wioseł. Błędne ogniki pełzały po rejach i takielunku, robiąc miny do niebieskich świateł w górze. Wiatr wzdychał nad głowami i niespokojne duchy pędziły przez ciężkie, brzemienne śniegiem chmury.
— Wkrótce rozpocznie się bitwa — powiedział Illrede do Walgarda — a wtedy będziesz mógł poszukać zemsty, której pragniesz.
Berserker nic nie odpowiedział, tylko wpatrywał się w mrok.
XIV
Imryk ciężko pracował przez ponad miesiąc po nieudanym napadzie Elfów na Trollheim. Niewiele dowiedział się o wrogach, ponieważ Illrede i jego czarownicy bardzo szczelnie zasłonili swój kraj za pomocą czarów, ale zdawał sobie sprawę, że w Trollheimie gromadzi się wojsko składające się z wielu narodów i że najprawdopodobniej najpierw uderzy ono na Anglię. Dlatego starał się ściągnąć wszystkie statki i wojowników ze swej prowincji i posłał za granicę po taką pomoc, jaką mógł otrzymać.
Niewielu mężów przybyło spoza Anglii. Każda prowincja Alfheimu sama przygotowywała się do obrony, gdyż Elfowie byli zbyt hardzi, żeby razem dobrze współpracować. Poza tym okazało się, iż wszystkich najemnych żołnierzy w Krainie Czarów już przed laty przyjął na służbę Illrede. Imryk przesłał wieści do Sidhów w Irlandii, obiecując im bogate łupy i podbój Trollheimu, lecz otrzymał chłodną odpowiedź, że dość już złota i innych bogactw lśni na ulicach Tir-nan-Ogu[34] i w jaskiniach Leprechaunów[35]. I tak oto jarl angielskich Elfów stwierdził, że nie znajdzie żadnego poparcia za granicą.
Niemniej jego siły były wielkie i w miarę jak z nocy na noc powiększały się zastępy Elfów, rosła wśród nich okrutna radość. Nigdy, myśleli, nigdy dotąd w Alfheimie nie zgromadzono tak wielkich sił. I chociaż wrogowie na pewno przewyższali ich liczebnie, w bezpośrednim starciu męża z mężem i statku ze statkiem Elfowie okażą się lepsi; poza tym będą walczyć w pobliżu ojczyzny, na wodach i plażach, które dobrze znali. Niektórzy spośród młodszych wojowników utrzymywali nawet, że nie tylko angielscy Elfowie pokonają flotę Trollów, lecz że bez dodatkowej pomocy zdołają przenieść wojnę do Trollheimu i podporządkować go swej woli.
34
Tir-nan-Og — Kraina Młodości, leżący na zachód od Irlandii ziemski raj, w którym mieszkali Sidhowie.