Pokręcił głową. Promień księżyca prześlizgnął się po srebrzystozłotych kędziorach Imryka i zalśnił w błękitnobiałych oczach. — Na ostatnim posiedzeniu rady królewskiej nalegałem, żeby Alfheim skupił wszystkie siły wokół serca kraju, pozwalając Trollom zająć zewnętrzne prowincje, nawet Anglię, po czym odeprzeć ich ataki i przygotować się do przeciwnatarcia. Ale inni dostojnicy nie chcieli o tym słyszeć. Teraz się przekonamy, kto z nas miał rację.
— Oni, panie — powiedział śmiało Ognista Włócznia — gdyż wyrżniemy te świnie. Bo jakże — one miałyby tarzać się w Elfheugh?! Takie słowa niegodne są ciebie. — Po czym podniósł pikę i chciwie wpatrzył się w dal.
Chociaż Skaflok również uważał, że szanse są bardzo nierówne, myślał tylko o walce. Nie byłby to pierwszy raz, gdy dzielni mężowie pokonali silniejszego wroga. Gorąco pragnął spotkać Walgarda, szalonego brata Fredy, który wyrządził jej tyle zła, i rozłupać mu czaszkę.
A przecież, pomyślał, gdyby Walgard nie uwiózł Fredy do Trollheimu, on Skaflok, nigdy by jej nie spotkał. Tak więc winien był coś berserkerowi — raczej szybka śmierć, niż wyryty na plecach krwawy orzeł[39], powinna wyrównać rachunki.
Po obu stronach zagrały rogi, wzywając do boju. Opuszczono żagle i maszty i obie floty powiosłowały połączywszy korabie linami. Kiedy były już blisko, wypuszczono pierwsze strzały, które jak ciemna chmura syczały nad falami i zagłębiały się w ciele lub w drewnie. Trzy pociski odbiły się od kolczugi Skafloka, czwarty zaś o włos minął jego ramię i utkwił w galeonie[40]. Obdarzony czarodziejskim wzrokiem młodzian rozróżnił w nocnym mroku tych, którym nie dopisało szczęście i zostali ranni lub zginęli od strzał Trollów.
Księżyc jeszcze rzadziej ukazywał się zza chmur, lecz błędne ogniki tańczyły wśród pyłu wodnego i fale jaśniały zimnym białym światłem. Było dość jasno, by zabijać nieprzyjaciół.
Później przestrzeń dzielącą statki przebyły włócznie, strzałki z dmuchawek i kamienie. Włócznia Skafloka przygwoździła prawą rękę jakiegoś Trolla do masztu na okręcie flagowym Illredego. W odpowiedzi nadleciał kamień, który odbił się od jego hełmu. Chwilowo ogłuszony wychowanek Elfów oparł się o nadburcie i morze ochłodziło słoną wodą jego obolałą głowę.
Jeszcze raz zagrały rogi i tworzące pierwszy szereg statki wrogich flotylli się zderzyły.
Okręt Imryka ugodził w statek Illredego. Wojownicy stojący na dziobach ruszyli do walki. Miecz Skafloka przemknął ze świstem obok topora jakiegoś Trolla i zranił innego w ramię. Przybrany syn Imryka pochylił się nad rzędem tarcz na nadburciu nieprzyjacielskiego korabia, poruszając swoją tak, by wychwycić grad uderzeń, i zadając ciosy stalowym mieczem ponad jej krawędzią. Po lewej Ognista Włócznia przebijał i rąbał wrogów swoją piką, rycząc w bitewnym szale i nie zważając na zagrażające mu ostrza. Po prawej zaś Angor z Piktlandii walczył zawzięcie długim toporem. Przez jakiś czas obie strony wymieniały ciosy, a gdy jakiś mąż padł w boju, jego miejsce w szyku zajmował inny.
Potem Skaflok zagłębił miecz w karku jakiegoś Trolla. Kiedy ten runął na pokład, Ognista Włócznia ugodził w pierś nieprzyjaciela, który stał tuż za zabitym. Wówczas Skaflok przeskoczył na statek Illredego, wdarł się w wyrwę we wrogim szyku i zarąbał męża stojącego po lewej stronie. A gdy wojownik z prawej zamachnął się na wychowanka Imryka, Angor toporem odrąbał mu głowę tak, że spadła do morza.
— Naprzód! — ryknął Skaflok. Walczący w pobliżu Elfowie ruszyli za nim. Stali odwróceni do siebie plecami rąbiąc Trollów, którzy warczeli i stękali wokół nich. Pośród tej wrzawy inni Elfowie pośpieszyli tamtym na pomoc i jeszcze więcej ich wtargnęło na pokład nieprzyjacielskiego korabia.
Miecze migotały jak świetliste kręgi plujące krwią. Zgrzyt i szczęk metalu zagłuszał szum morza i świst wiatru. Ponad walczącymi górowała postać Skafloka, którego oczy ciskały niebieskie błyskawice. Musiał stać nieco przed Elfami, gdyż jego żelazna kolczuga mogłaby im zaszkodzić, lecz za to oni osłaniali mu plecy. Równocześnie tarcza Imrykowego wychowanka wychwytywała niezdarne pchnięcia i zadane z rozmachu ciosy Trollów, a jego miecz mknął do przodu i powracał jak atakująca żmija. Niebawem wrogowie cofnęli się przed nim i dzioby obu statków opustoszały.
— Teraz ku rufie! — krzyknął.
Elfowie ruszyli do przodu. Ich miecze połyskiwały nad tarczami jak drgające fale ciepła nad skalną ścianą. Trollowie walczyli zaciekle. Elfowie padali ze zmiażdżonymi czaszkami lub cofali się, gdy wrogi oręż rozłupał im kości czy zadał głębokie rany. Mimo to woje Illredego wciąż się wycofywali, tylko ich trupy deptane nogami Elfów pozostały na posterunku.
— Walgardzie! — wrzasnął Skaflok przekrzykując zgiełk. — Walgardzie, gdzie jesteś?
Odmieniec postąpił do przodu. Krew płynęła mu ze skroni. — Ogłuszył mnie kamień — rzekł — ale jestem gotów do walki.
Skaflok krzyknął i pobiegł mu na spotkanie. Pomiędzy walczącymi załogami utworzyła się wolna przestrzeń. Elfowie zajęli korab Illredego aż po wzmacniacze masztu, Trollowie zaś stłoczyli się na rufie. Obu stronom na chwilę zabrakło tchu. Ale coraz więcej Elfów wspinało się na pokład statku flagowego Trollów i ich łucznicy wysyłali w stronę wrogów deszcz szaropiórych strzał.
Miecz Skafloka i topór Walgarda zderzyły się wśród szczęku metalu i deszczu iskier. Szał bojowy nie zawładnął berserkerem. Walczył opanowany, posępny, trwał na pokładzie jak skała. Miecz wychowanka Elfów zaczepił o trzonek topora odmieńca, lecz nie przebił twardego, spowitego w skórę drewna. Zamiast tego topór odepchnął na bok miecz. Podobny los spotkał też tarczę Skafloka — i Walgard natychmiast zadał cios w powstały w ten sposób otwór.
Ponieważ jednak odmieniec nie mógł zamachnąć się z całej siły, jego topór nie roztrzaskał ani kolczugi, ani kości. Ale lewe ramię Skafloka, trzymające tarczę, opadło bezwiednie. Walgard zadał mu cios w kark, lecz Skaflok osunął się na jedno kolano, próbując jednocześnie zranić przeciwnika w nogę, i topór uderzył go w głowę.
Półprzytomny Skaflok padł na pokład, a ranny w udo Walgard potknął się. Obaj potoczyli się między ławki i bitwa ominęła ich.
Albowiem Grum, jarl Trollów, poprowadził kontratak z rufy. Jego ogromna maczuga miażdżyła czaszki na lewo i na prawo. Angor z Piktlandii próbował go powstrzymać i zdołał odrąbać mu prawe ramię, ale Grum pochwycił maczugę w lewą rękę i zadał cios, który zdruzgotał Elfowi kark. Później jednak trollowy wielmoża musiał odczołgać się na bok w poszukiwaniu schronienia, żeby wyryć lecznicze runy dla buchającej krwią strasznej rany.
Skaflok i Walgard wypełzli spod ławek, odnaleźli się w tłumie i znów podjęli walkę. Lewe ramię Skafloka odzyskało dawną sprawność, lecz noga Walgarda nadal krwawiła. Wychowanek Imryka pchnął odmieńca mieczem z taką siłą, że brzeszczot przebił kolczugę i zatrzymał się na żebrze. — To za Fredę! — zawołał. — Skończę z tobą za to, co jej zrobiłeś.
— Ze mną nie jest aż tak źle jak z tobą — wykrztusił Walgard. I choć chwiał się na nogach i był bardzo osłabiony, odparował toporem w pół drogi cios Skafloka. Miecz wychowanka Elfów Pękł na dwoje.
— Ha! — krzyknął berserker, jednak nim zdążył wykorzystać sprzyjającą okazję, Ognista Włócznia rzucił się na niego jak rozwścieczony kot, a wraz z nim i inni wojownicy Alfheimu. Elfowie zdobyli okręt flagowy Illredego.
— Nie mam co tu dłużej pozostawać — rzekł Walgard — chociaż mam nadzieję, że znów cię zobaczę, braciszku. — I wydkoczył za burtę.
39
Wikingowie rozcinali pokonanym wrogom plecy i wyciągali płuca na zewnątrz w taki sposób, że przypominały ptasie skrzydła. Nazywali to „orłem”.