W drugiej połowie września Kot oznajmił nam, iż otrzymał zawiadomienie przez konsulat w Sztokholmie, że zgodnie z rozkazem dyrektora Departamentu Morskiego wszystkie polskie statki handlowe znajdujące się na Bałtyku mają się przedrzeć do Wielkiej Brytanii. Mamy zakonserwować „Dar Pomorza” na zimę, a sami wyruszyć do Anglii. Na „Darze” mają pozostać: Diadia, bosman Leszczyński oraz taka ilość załogi, jaka jest konieczna dla konserwacji statku.
Na „Darze” znów zawrzało życie. Od rana do nocy szykowaliśmy Białą Fregatę do snu zimowego nie wiedząc, czy kiedykolwiek na nią wrócimy. Ale musieliśmy ją troskliwie zabezpieczyć, by przetrwała huragan, który szalał nad krajem, i wróciła do ojczyzny tak piękna jak zawsze.
Dwudziestego drugiego września ukończyliśmy roboty konserwacyjne i byliśmy gotowi do drogi. Schodziliśmy z „Daru Pomorza” na ląd, do czekających nas autobusów. Biała Fregata wydawała nam się w tej chwili żywą legendą o kraju i widomą, wyśnioną baśnią o morzach.
W białych Cię żaglach zaklęto jak cudowną zjawę,
Baśnią filmów korsarskich od Ciebie pachniało,
Mórz dalekich kusiłaś nieznanym urokiem,
Tajemniczości okryta przejrzystym obłokiem.
Oszałamiałaś masztów wspaniałym ogromem.
Pod uskrzydlone nas kryjąc ramiona -
W muśliny lin spowita, lekka, roztańczona -
Uniosłaś... śnieżną na przeszłość spuszczając zasłonę.
Jak najpiękniejsza szeptałaś kapłanka,
Wśród nocy księżycowej odprawiając czary,
O cudownym rozkwicie słonecznego ranka,
Dniu cichym przez mgielne zmniejszonym opary.
Niezapomnianą pieśń nucąc w sztormową wichurę,
Kaskady pereł i piany tocząc po jasnym pokładzie,
Niezapomnianym pląsem sunąc w fosforyczną górę,
Gdy szkwał swą groźną rękę na Twych piersiach kładzie, Odeszłaś...
I próżno dzisiaj ku niebu unosisz ramiona,
Próżno czekasz, by żagle rozwinąć, gdy się skończy lato.
Gdy ponad światem krwawa zorza skona -
Do dawnych rejsów wrócisz, samotna fregato...
Wiersz ten napisał w owej ciężkiej chwili jeden z uczniów. Wypowiedział to, cośmy wszyscy schodząc z „Daru” odczuwali.
Göteborg - taki napis widnieje na stacji kolejowej, do której przez krainę jezior przybyliśmy ze Sztokholmu pociągiem. Po południu jesteśmy już wszyscy zaokrętowani na gotowych do wyjścia w morze statkach: „Wilno”, „Narocz”, „Kromań”, „Chorzów”, „Robur IV”. Wodami terytorialnymi mamy dotrzeć do Bergen. W szyku torowym opuszczamy Szwecję, starając się trzymać w pasie wód terytorialnych, by nie stać się łatwym łupem niemieckich okrętów podwodnych.
Od brzegów Norwegii mamy jako eskortę okręt wojenny - stary norweski torpedowiec. Nazwaliśmy go „miniaturowym modelem pancernika”. Nawet z pokładów naszych małych trampów wydaje się dziecinną zabawką. Idzie zawsze od strony morza i widokiem swym dodaje nam otuchy. Nie jesteśmy sami.
Torpedowiec prowadzi nas troskliwie przez fiordy, stara się uchronić konwój przed niespodzianym atakiem. Wchodzimy w duży fiord, nad którym leży Bergen. W czyste wody tego fiordu rzucamy pięć kotwic.
W słoneczny poranek wychodzimy z fiordu - tym rażem na pełne morze. Z daleka widzimy idące na spotkanie nas okręty wojenne.
NAVY IS HERĘ![54]
Dla Anglików te krótkie słowa są symbolem supremacji floty brytyjskiej przez długie stulecia. Są synonimem bezpieczeństwa i ufności we własne siły.
Lekki krążownik i kilka destrojerów ma nas eskortować na drugą stronę Morza Północnego, w którym grasują niemieckie okręty podwodne. Na „Robura” zaokrętowuje się oficer marynarki angielskiej oraz jeden sygnalista. Wobec tego „Roburowi” przypada niejako rola pośrednika pomiędzy naszymi statkami a eskortą.
Oficer angielski ma ujmujący sposób bycia. Wtajemnicza nas możliwie szybko we wszystko, co może nam być potrzebne do porozumiewania się i czego możemy się spodziewać.
W chwili formowania się konwoju czujemy nagle silny wstrząs całego statku, a potem głuchą detonację. Nasz oficer wyjaśnia, że był to wybuch spowodowany rzuceniem przez jeden z eskortujących okrętów bomby głębinowej. DEEP CHARGE - bomba głębinowa. Pierwsze nowe słowo zdobyte przez nas w terminologii wojennej.
Bombę rzucił jeden z angielskich niszczycieli, na wszelki wypadek, by odstraszyć napastnika, jeśliby znajdował się w pobliżu, dając mu do zrozumienia, że NAVY IS HERĘ!
Słońce i pogoda.
Słońce i pogoda, jak w piosence, towarzyszyły nam przez całe Morze Północne. Widać już ciemne pasemko na kursie. To Szkocja. Zbliża się teraz do nas z szybkością konwoju.
Wchodzimy do szerokiej gardzieli Firth of Forth, która stanowi olbrzymią redę. Obserwujemy liczne zakotwiczone tu okręty. Przed „Roburem” w odległości kilku kabli idzie kontrtoroedowiec HMS „Mohawk”.
Z mostu widać wyraźnie stojących przy działach marynarzy. Widzimy również, jak nadlatuje, jakiś samolot. Szybko zniża się nad okrętem. Z przodu samolotu widać szereg wybłysków, z których staramy się «dczytać, co samolot sygnalizuje do „Mohawka”. W tej samej chwili niszczyciel robi coś, co przypomina skok szczupaka z jednoczesnym skrętem. Z miejsca, gdzie się przed chwilą znajdował „Mohawk”, tryskają dwie olbrzymie fontanny wody i zakrywają nam całkowicie idący tuż przed nami okręt.
Samolot robi ostry wiraż, a potem niemal „świecą” wypryska pionowo w górę i ginie w błękicie. Przez lornetkę widać leżących na pokładzie niszczyciela ludzi. Inni biegną z noszami, z dział przeciwlotniczych i sprzężonych karabinów maszynowych lecą w niebo strumienie ognia. To tak teraz wygląda polowanie na ludzi?...
Gdyby nie przytomność umysłu dowodzącego oficera na pomoście niszczyciela oraz szybki manewr, dwie bomby musiałyby trafić w rufę i HJMS „Mohawk” byłby skreślony z rejestru okrętów wojennych jego królewskiej mości.
54