Выбрать главу

Do samej Kanady, aż do momentu wzięcia pilota, któ­ry miał nas zaprowadzić do Halifaxu, mgła trzymała wszechwładnie i nieustępliwie. I nagle rozwiała się, jakby nie miała prawa przekroczyć niewidzialnej granicy. Po­wietrze Nowej Szkocji przesiąknięte było słońcem i zapa­chem lasów. Po krótkim wypoczynku, spędzonym na li­czeniu ładunku w dzień i w nocy, następnego dnia w po­łudnie znów wyszliśmy w morze.

Zanim jeszcze przyjąłem wachtę, zobaczyłem go na skrzydle mostku, ukrytego za stojakiem w najciemniej­szym kącie nockhausu[28]. Miał duże, wysokie brwi. Czarne oczy. Ubrany był w ciemnozielony strój w szaro-brązowe prążki. Nie wydawał się zbytnio przerażony nowym otoczeniem. Gdy podszedłem do niego bliżej, nie poruszył się nawet. Przysiadłem koło niego na pokładzie i wyciągnąłem rękę. Nie okazał najmniejszego strachu. Ostrożnie wziąłem go za skrzydełka i podniosłem do góry. Był to wspaniały okaz konika polnego.

By nie skończył życia samobójczym lotem do morza, zaniosłem go szybko do swojej kabiny i posadziłem na pęku mietlic, ustawionych w rogu, w indyjskim inkrusto­wanym wazonie. Wtulił się szybko w pachnące białe kity mietlic i usadowił wygodnie. Zamknąłem drzwi kabiny i wróciłem na mostek.

Oddaliśmy pilota na mały czarny żaglowiec i pełni za­branego słońca szykowaliśmy się do długiej drogi przez Północny Atlantyk ku wybrzeżom Starej Szkocji. Po go­dzinie natrafiliśmy ponownie na gęstą mgłę. Wkraczaliś­my teraz na najniebezpieczniejsze wody Atlantyku w ok­resie największego nasilenia gór lodowych. Wędrują one z pomocy wraz z zimnym Prądem Labradorskim z najwięk­szej wylęgarni gór-ołbrzymów, z Morza Baffina. Olbrzy­mie lodowce Grenlandii „cielą” co roku około siedmiu tysięcy gór. Kilkaset z nich rokrocznie dostaje się na po­łudnie, na uczęszczane szlaki żeglugowe, aż poza równo­leżnik Cape Race. Icebergi[29] - miliony ton lodu, z któ­rych tylko ta jedna dziewiąta część, widoczna nad po­wierzchnią wody, dochodzi niekiedy do pięćdziesięciu me­trów wysokości i siedmiu mil długości.

Do walki z tym niebezpieczeństwem mieliśmy jedynie sondę, termometr i... nos kapitana. Sonda, rzucana co określoną liczbę mil, dawała możność ustalenia proble­matycznej pozycji. Głowy nawigatorów zamieniały się w maszyny do liczenia i kalkulacji. Ustawicznie mierzona temperatura wody miała ostrzec przed zbliżaniem się do obszarów wód, na których znajdują się góry lodowe. Nos kapitana musiał je wykryć przez wyczupie specjalnego, wilgotnego chłodu, jaki góry lodowe z siebie wydzielają.

W tej chwili aajgroźniej przedstawiały się wschodnie obszary wód Grand Banks. Na mapie miejsca te pokryte były małymi trójkącikami, każdy z nich symbolizował gó­rę lodową, zameldowaną drogą radiową.

Gdy wróciłem do kabiny, mój nieoczekiwany lokator siedział na mietlicach. Rezonans kabiny na ryk umie­szczonego nie opodal gwizdka wyraźnie robił na nim wra­żenie. Wciskał się, jak mógł najgłębiej, w mietlice, jak gdyby wduszony w nie rykiem gwizdka.

Musiałem postarać się o pożywienie dla gościa. Z prowiantury dostałem sałaty i jabłko. W kabinie panował przejmujący chłód i wilgoć. Wziąłem konika do ręki i po­łożyłem się na koi. Nie zdradzał wcale przerażenia. Posa­dziłem go sobie na palcu. Przylgnął do niego i grzał się z widoczną przyjemnością. Przy każdym ryku syreny czu­łem, jak silniej wpijają się w skórę ostrza pazurków. Pod groźne szczęki podsunąłem kawałek sałaty. Kleszcze szczęk wpiły się w soczysty miąższ. Jadł powoli, nie spie­sząc się wcale. Potem dałem mu kawałeczek jabłka. Naj­bardziej jednak smakował mu wyciśnięty z jabłka sok. Spijał go szybko.

Imponował mi odwagą. Zachowywał się, jak gdyby tak miało być, a nie inaczej. Wyglądał dumnie w swej rycer­skiej zbroi. Skąd przybywał? I dokąd podążał? Pytania te nasunęły mi na myśl tytuł jednego z rozdziałów słynnej książki Juliusza Verne'a - „Dzieci kapitana Granta”. Tytuł rozdziału brzmiał: SKĄD PRZYBYWA I DOKĄD PODĄŻA JAKUB PAGANEL.

Ze względu na nazwę i piękną zbroję należało dać chy­ba konikowi polnemu imię któregoś z odważnych i nieu­straszonych hetmanów. Jednakże, mimo woli, ochrzciłem go imieniem roztargnionego profesora, Jakuba Paganela.

Wychodząc na kolację, posadziłem gościa z powrotem na mietlice. Kładąc się spać przed wachtą, widziałem, jak Paganel wciska się głęboko w mietlice, jak gdyby również układał się do snu.

Sternik obudził mnie na wachtę. Wciągnąłem na siebie skórzaną kurtkę podbitą futrem. Gęsta mgła skraplała się na takiełunku masztu i opadała ciężkimi kroplami na po­kład. Wśród czarnej nocy, poprzez białą mgłę idzie po omacku statek, jak gdyby szukał drogi laską-sondą, doty­kając nią najbliższego lądu, leżącego o kilkadziesiąt sążni pod stępką. Kończy się już płycizna, a nad pobliskimi głębinami rozciąga się obszar gór lodowych. Wchodzimy właśnie na długość 50° 14' West. To długość pozycji strasznej katastrofy „Titanica”, która zdarzyła się dwa­dzieścia kilka lat temu. Ośmiuset dwudziestu pięciu pasa­żerów i sześciuset siedemdziesięciu ludzi załogi pozostało na zawsze na tym południku.

Po dziś dzień tragiczna rocznica tych wód, 15 kwietnia, czczona jest przez jeden z okrętów Patrolu Lodowego, który został powołany do życia, by przeciwdziałać niebez­pieczeństwu gór lodowych. W każdą rocznicę zjawia się na miejscu katastrofy patrolowiec. Na pokładzie odbywa się msza, następnie załoga oddaje salwę honorową, by uczcić pamięć tych, którzy tutaj zostali, i ku przestrodze dla tych, którzy tędy przechodzą.

Przeszło tysiąc osób śpi w tej chwili spokojnie w ciep­łych kabinach naszego statku, nie myśląc o tym, z wyjąt­kiem kilku ludzi na wachcie. Mierząc odległość pomiędzy przypuszczalnym kursem, którym przejdziemy te wody, a narysowanymi na mapie trójkątami oznaczającymi znaj­dujące się w pobliżu góry lodowe - odczuwam wdzięcz­ność dla Patrolu Lodowego za uzyskaną możliwość prze­widywania i oceny niebezpieczeństwa.

W pamięci stają mi sceny, które rozegrały się tutaj przed laty. Jakby zachował się każdy z nas w tej sytuacji? Wśród wielu, wielu opisów tych wydarzeń, na pierwsze miejsce wybija się opowieść o „Niezatapialnej pani Brown”, znanej pod zdrobniałym imieniem Mołly.

вернуться

28

Nockhaus - nadbudówka znajdująca się na skrzydle mostku, służąca za schronienie przed deszczem i wiatrem dla oficera pełniącego służbę.

вернуться

29

Iceberg (ang.) - góra lodowa.