Выбрать главу

Pewnego dnia redaktor zjawił się w hallu, aby wziąć udział w inspekcji. Chciał w ten sposób zdobyć temat do swojej gazetki. Na widok kotwiczek na jego rękawach szczęka kapitańska przesunęła się na „huragan”. Natych­miast po tym nastąpił monolog poprzedzony słowem ZNACZY, a po chwili redaktor zameldował się u kapita­na już bez kotwiczek.

Nigdy nie odnosiły skutku nasze prośby o pozostawie­nie na statku marynarza pokładowego, który coś przeskrobał.

- Znaczy, pan nie rozumie, że załoga pokładowa de­cyduje o bezpieczeństwie statku? - słyszeliśmy na zakoń­czenie nieudanej interwencji w takiej właśnie sprawie.

Za porządek w poszczególnych działach odpowiedzialni byliśmy wszyscy, ale „trzeci” musiał specjalnie dbać o ca­łość. Ciążyła na nim miedzy innymi odpowiedzialność za sprawne wykonywanie alarmów, za zaopatrzenie i stan łodzi ratunkowych, za służbę przeciwpożarową, stan sprzętu nawigacyjnego, prowadzenie nawigacji i za całą „literaturę” z tym związaną. Był on także opiekunem nie­trzeźwych i posiadał dla nich specjalny „żłobek”. Właści­wym tytułem dla „trzeciego” byłoby amerykańskie okreś­lenie Troubles-Shooter - w nieudolnym tłumaczeniu „człowiek likwidujący troski”.

Jedyną machiną, jaką rozporządzał „trzeci”, by o wszystkim wiedzieć, był specjalny zegar i do niego „do­czepiony” stróż nocny, który zresztą często się zmieniał. Zegar pozostawał ten sam. Istniał nawet zapasowy, „trze­ci” bowiem w nocy ani na chwilę nie mógł pozostać bez oczu, uszu i rąk.

Jak statek długi i szeroki, tak musiał być w godzinach nocnych obchodzony przez stróża nocnego, aby na wypadek zaprószenia ognia można było natychmiast wszcząć alarm. By mieć dowód, że stróż nocny pełni swoją służbę bez zarzutu, w miejscach, gdzie można było spodziewać się najłatwiejszego zaprószenia ognia, umieszczono meta­lowe pudełka z metrowej długości łańcuszkami, do któ­rych przytwierdzone zostały klucze. Zadanie stróża pole­gało na tym, aby co pół godziny odwiedzić dane miejsce, włożyć klucz do specjalnego otworu w zegarze i przekrę­cić go. Poza tym stróż nocny, w wypadku jeśliby zauwa­żył cokolwiek niezgodnego z dyscypliną statkową lub ustalonym porządkiem, miał obowiązek natychmiast za­meldować o tym na mostek lub „trzeciemu”.

Od dziesiątej wieczór do szóstej rano krążył więc stróż nocny po statku, wkładając kolejne kluczyki w otwór ze­gara umieszczonego w skórzanym futerale przewieszonym przez ramię na długim, skórzanym pasie. Zegar szybko stawał się przedmiotem nienawiści każdego stróża nocne­go, zaś funkcja automatu do przekręcania kluczy - przekleństwem jego życia. Jeśli „trzeci” pilnował dokładnego pełnienia służby przez stróża nocnego, ten bardzo szybko starał się o zmianę „posady” na statku, a jeżeli do innej pracy się nie nadawał - prędzej czy później zegar stawał się przyczyną konfliktu.

Bawił nas zawsze wyraz twarzy nowego stróża nocne­go, który niekiedy przez dłuższy czas nie potrafił zgłębić tajemnicy obsługiwanego przez siebie zegara. Stróż nocny meldował się po swój „warsztat pracy” o godzinie dzie­siątej. Trzeci oficer „nabijał” uprzednio zegar, otwierając go specjalnym kluczem i zakładając nowy papierowy krą­żek, na którym uwidocznione były sektory z podziałem na godziny i minuty.

Wyjęte z zegara stare krążki naklejało się do .specjalne­go „Zeszytu służby stróża nocnego”. Obok nich wpisywa­ne były uwagi o przebiegu służby. Zeszyt ten stanowił ważny dokument dla towarzystwa asekuracyjnego, stwier­dzający czujność statku na wypadek pożaru, za którą był bezpośrednio odpowiedzialny trzeci oficer.

Obserwowaliśmy zdumienie, a potem przerażenie na twarzy stróża, gdy „trzeci” omawiając służbę z poprzed­niej nocy, mówił mu na przykład:

- Panie, od godziny dwudziestej czwartej do piątej rano siedział pan w pentrze[32], jadł pan kanapki, pił herbatę i spał!

Albo:

- Od dwudziestej drugiej do pierwszej w nocy grał pan z palaczami w karty.

Albo jeszcze co innego:

- Leżał pan w kabinie od godziny drugiej do piątej.

Każde z tych twierdzeń wypowiedziane było zawsze z taką pewnością w głosie, jak gdyby cały czas „trzeci” ob­serwował stróża przy pracy. Stróż nocny najpierw bladł, potem wpadał w gniew i podawał nazwiska domniema­nych donosicieli:

- To, panie poruczniku, Puchalski na mnie nagadał. Tego wieczoru przegrał dwadzieścia złotych. Myślał, że mu zajrzałem w karty, gdy przyszedłem do mesy napić się wody.

Albo:

- Panie poruczniku, to ta stewardesa Zośka z sekcji dwieście naplotkowała na mnie za to, że jej powiedzia­łem, żeby sprzątnęła korytarz, bo cały był zaśmiecony pa­pierami.

Jeśli stróż nocny bardzo prosił, żeby mu powiedzieć, kto na niego nam doniósł, odpowiadaliśmy zawsze - „duchy”. Role duchów odgrywała w tym wypadku dłu­goletnia znajomość życia codziennego na statku i wiedza o nim przekazywana podobnie jak służba na mostku podczas zmiany wachty. Konieczna do tego była również znajomość numerów poszczególnych kluczy.

Wiele upływało miesięcy, zanim każdy z nas zaczynał dobrze rozumieć wymowę cyfr wytłoczonych na papiero­wym krążku wyjętym z tajemniczego zegara. „Donosicie­lem” był numer dwumilimetrowej długości umieszczony na ząbku klucza, który w momencie przekręcania go zegarze wytłaczał swą cyfrę na papierze krążka w sekto­rze danej minuty. Jeśli jedna i ta sama cyfra, na przykład trójka była odbita na krążku co godzinę lub częściej - należało się domyślać, że stróż nocny siedzi w pentrze, pi­je herbatę, je kanapki i od czasu do czasu zasypia. Gdyby wypił kawę, toby przypuszczalnie nie spał, lecz nabrawszy animuszu poszedł na obchód.

Gdy co dwadzieścia czy piętnaście minut stróż wybijał na zegarze siódemkę, to wiadomo było, iż klucz z tą cyfrą umieszczony jest nad drzwiami w mesie palaczy i trzeba tam wejść, by się do niego dostać. Jeśli działo się to mię­dzy godziną dwudziestą drugą a pierwszą - stawało się zrozumiałe, iż stróż nocny cały czas był w mesie palaczy i nie spał. Jeśli zaś podczas inspekcji nocnych trafiło się parę razy na grających w karty palaczy, to wiadomo by­ło, że stróż nocny też próbuje tam szczęścia. Przez tyle godzin nie poprzestał na przyglądaniu się. A po każdej skończonej grze przekręcał klucz w zegarze...

вернуться

32

Pentra - miejsce, w którym stały ekspresy do kawy i herbaty.