Выбрать главу

Tak opowiadali mechanicy, którzy nigdy nie potrafili odpowiedzieć w mesie na pytania Hrabiego z zakresu ma­tematyki, fizyki czy mechaniki.

* * *

Konstanca - Aleksandria.

Nazwy tych dwóch portów oznaczały - szczególnie podczas rejsów zimą - różnicę temperatur dochodzącą do kilkudziesięciu stopni. Jednej zimy zamarzł Dunaj. Temperatura w Konstancy spadła do minus dwudziestu stopni. W Aleksandrii utrzymywała się przy plus dwu­dziestu. Nasza Grand-Lux-Torpeda przestrzeń Konstanca - Aleksandria przebywała w przeciągu kilku dni. Skutek tego był taki, że na epidemię grypy lekarz okrętowy poło­żył do łóżek pięciu oficerów nawigacyjnych: od pierwszego do piątego włącznie. Ocalał kapitan oraz szósty oficer - Hrabia. Oni więc we dwóch musieli zastąpić pięciu ofi­cerów nawigacyjnych.

Leżąc w kojach rozmyślaliśmy, kto kogo prędzej rozło­ży: kapitan „szóstego” czy „szósty” kapitana? Z niecier­pliwością czekaliśmy na wiadomości o Birbante-rocca.

Sytuację ratowała okoliczność, że na mostku kapitan i Hrabia musieli stać na zmianę. Wobec tego tylko w tych momentach, w których byli razem, należało się spodzie­wać niezwykłych wydarzeń.

Po tylu rejsach na trasie tej nie było dla nas niespo­dzianek, sternicy pamiętali wszystkie zmiany kursów, po­nadto znaliśmy wszystkie statki, które mogliśmy spotkać na tej drodze. Wyjście z Dardaneli, gdzie było najwięcej statków - najgorszy odcinek drogi - mieliśmy już poza sobą.

Od czasu do czasu do naszych kabin wpadał Hrabia z miną bohatera i mówił, że wszystko mu idzie wspaniale.

Kapitan, gdy Hrabia stał na wachcie, spał ubrany, na stand by! Hrabia wiedząc, że kapitan nie zjawi się na mostku, jeśli go nie obudzi i nie poprosi, cieszył się swo­bodą i puszczał wodze swej kawaleryjskiej fantazji.

Pierwszą ofiarą Hrabiego padł jeden z naszych dobrych znajomych, mały towarowo-pasażerski statek z kompanii włoskiej, z czerwonym uskrzydlonym Lwem Świętego Marka na opasce komina. Utrzymywał regularną komu­nikację pomiędzy wyspami. Spotykaliśmy go od dwóch lat zawsze w tym samym miejscu, w parę godzin po mi­nięciu Ikarii, później zaś w Pireusie. Latem, gdy było zu­pełnie jeszcze widno, zimą już po zachodzie słońca.

Hrabia, dowodząc sam naszą Grand-Lux-Torpedą, po­stanowił dać znać małemu, niewinnemu „Świętemu Mar­kowi” o tym, że stoi na wachcie i że dowodzi najwięk­szym pasażerskim statkiem polskim.

Był wieczór. Hrabia przygotował sobie na moment spotkania lampkę Morse'a do sygnalizacji świetlnej i z kluczem w ręku czekał na zjawienie się starego znajome­go. W chwili ukazania się stateczku Hrabia zaczął wzywać jmrugamem lampki elektrycznej stojącego na wachcie oficera ze „Świętego Marka”. Gdy ten się zgłosił. Hrabia zapytał go po angielsku:

- What ship?[34]

Było to równoznaczne z zapytaniem starego przyjacie­la: „Jak ci na imię?”

Zdumiony Włoch, pierwszy oficer spod uskrzydlonego, czerwonego lwa na kominie nie miał wątpliwości, że ofi­cer na barca polacca nie jest przy zdrowych zmysłach i w odpowiedzi na zadane pytanie odpowiedział pytaniem:

- Kobietę masz? Hrabia nie zrozumiał, co tamten ma na myśli, odpowiedział więc szczerze:

- Nie!

Z błysków kresek i kropek nad ciemnym kadłubem mi­janego statku Hrabia odczytał odpowiedź:

- To widać!

Dopiero w tym momencie Hrabia pojął, że była to no­wa wspaniała Birbante-rocca. Toteż przezornie przemil­czał o niej przed nami. Lecz sternicy nie byli tak dyskret­ni. A potem mówił już o tym cały Pireus, ba, powtarzano sobie i komentowano tę rozmowę we wszystkich portach, do których zachodziliśmy.

* * *

Przy podchodzeniu do Jaffy na mostku stali kapitan i Hrabia.

Było mglisto i mżyło.

Kapitan kazał Hrabiemu zmierzyć głębokość sondą mechaniczną. Tak nam potem opowiadał o tym wydarze­niu sternik:

- Pan asystent krzyknął: „Tak jest!” i położył się na mokrym pokładzie. Po piętnastu minutach przyszedł i po­wiedział, że sondowanie potrwa jeszcze długo, ponieważ trzeba będzie nawinąć nowy drut na bęben. Pan kapitan zrezygnował z sondowania sondą mechaniczną, kazał pa­nu asystentowi przygotować sondę ręczną i zasondować nią przed rzuceniem kotwicy na redzie Jaffy. „Znaczy, może się pan postara tej sondy nie utopić!” powiedział do pana asystenta.

Sztuka sondowania sondą ręczną nie jest wcale sztuką zawiłą. Rzuca się do wody ciężar, przyczepiony do linki, która w pewnych odstępach ma wplecione różnokolorowe szmatki lub skórki; z nich właśnie można odczytać głębo­kość.

Ciężarek sondy rzuca się ze specjalnej platforemki po uprzednim rozhuśtaniu go w ręku. Należy rzucić jak naj­dalej w kierunku ruchu statku, by w momencie opadnię­cia ciężarka na dno linka wyprężyła się tuż przy platfo­remce; wtedy można prawidłowo odczytać głębokość.

Kapitan z mostku z uwagą śledził poczynania Hrabie­go. W pewnym momencie jednak, gdy na chwilę przeniósł wzrok przed dziób statku, usłyszał głośny krzyk sternika, który wołał:

- Panie asystencie, tak nie można, bo się pan utopi!

Kapitan spojrzał w dół i zobaczył Hrabiego leżącego na linkach obramowania platforemki. Sternik trzymał go za poły płaszcza. Hrabia miał dookoła szyi owiniętą linkę sondy: jak tego dokonał, trudno było dociec. Ciężarek zbyt silnie rzucony do góry pociągnął Hrabiego za burtę.

Nie ulegało wątpliwości, że gdyby nie przewidująca czujność sternika, Hrabia urządziłby kapitanowi dodatko­wy manewr: „Człowiek za burtą”.

* * *

Przy podejściu do Aleksandrii Hrabia znalazł się ponow­nie w pułapce bez wyjścia. Był znów na mostku razem z kapitanem. Biegał jak szalony po drabince na mostek pelengowy, na którym umieszczony był kompas główny, i brał namiary latarń i innych obiektów na lądzie. Wykreś­lał pozycje. Kapitan i Hrabia doskonale wiedzieli, w jakim miejscu statek się znajduje, ale kapitan chciał wypró­bować dokładność wykreślania przez Hrabiego pozycji z namiarów na lądzie.

вернуться

34

Co to za statek?