Выбрать главу

Siła wybuchu wygięła drzwi do fabryki wody. Jinny Anson kazała je otworzyć dwóm najroślejszym mężczyznom z ekipy naprawczej.

Wewnątrz zobaczyli ruinę, dymiącą plątaninę rur i pomp wokół leja wyrwanego w skalnej podłodze. Woda! Woda lała się z popękanych rur, które zwisały luźno ze strzaskanych wsporników, szorowała po podłodze i spływała do wyrwy.

Pokasłując, Anson zbliżyła się do leja.

— Odciąć te rury — poleciła. — Zamknąć dopływ wody.

— Woda może przeciec do tunelu poniżej — powiedział ktoś z zespołu.

Anson pokręciła głową.

— Lej nie jest dość głęboki. Wybuch nie przebił skały na wylot.

— Może i tak, ale woda wpływa do kanału między poziomami — zauważyła jedna z kobiet, inżynier. — Tamtędy biegną rury i przewody. Może spowodować zwarcie.

— Jezusie na odrzutowych nartach! — warknęła Anson. — Jeśli woda przesączy się do głównej stacji rozdzielczej…

— Stracimy zasilanie.

— Najważniejsze jest odcięcie dopływu. — Anson przynagliła ludzi zakręcających zawory.

Ta woda płynie aż z bieguna, pomyślała, a taki odmóżdżony palant robi bum i rozlewa ją po całej Bazie. Marnowanie cennej wody było dla niej — jak zresztą dla każdego starego lunonauty — po prostu świętokradztwem.

— Jak usunąć wodę, która zebrała się w leju? — zapytała kobieta. — Pewnie już wsącza się do kanałów.

Anson odpowiedziała bez namysłu:

— Wyssać próżniowo.

— Co?

Doug siedział jak sparaliżowany przed swoją konsolą, z trudem zbierając myśli. Zamachowcy-samobójcy. Fanatycy religijni. Już rozwalili fabryką wody i laboratorium Zimmermana. OKŚ, rozdzielnia i farma są po drugiej stronie Bazy; kamikadze nie mieli czasu, żeby dotrzeć tak daleko. Ale pułkownik powiedział, że jeden ma zaatakować centralą. Czemu jeszcze go nie ma?

— Bam — powiedział, odwracając się do Gordette’a. — Wyślij ludzi do pilnowania OKŚ…

— I innych punktów, wiem — odparł Gordette. — Możemy użyć zdobytej broni. Strzelać do sukinsynów, gdy tylko otworzą włazy w suficie.

— Jeśli zdołasz to zrobić bez detonowania materiałów wybuchowych.

Gordette wzruszył ramionami.

— Nie sądzisz, że na jedno wyjdzie?

Doug przyznał z niechęcią:

— Tak, chyba. Ale coś trzeba robić.

— Racja — zgodził się Gordette.

Technik łączności zawołał:

— Pilna rozmowa od Anson z fabryki wody.

— O co chodzi, Jinny? — zapytał Doug.

Z fabryki wody nie było obrazu. Słyszeli tylko podekscytowany głos.

— Musisz otworzyć szyby plazmowe na próżnię — mówiła Anson. — Tylko w ten sposób możemy szybko pozbyć się wody. Inaczej przesączy się do stacji rozdzielczej i zostaniemy bez prądu.

— Otworzyć szyby na próżnię?

— Tak.

— Przecież wy tam jesteście.

— Wynosimy się najwyżej za pięć minut. Tutaj jest kompletna ruina. Ludzie odcinają dopływ, ale lej jest pełen wody, która wsącza się do kanałów między poziomami.

Doug spojrzał na elektroniczny schemat bazy na ścianie. Fabryka wody była ciemna; jedna sekcja kwater mieszkalnych na niższym poziomie też straciła zasilanie.

— Zwarcie w drugim tunelu mieszkalnym — powiedział.

— Otwórz szyby! — przynagliła Anson. — Zanim to samo stanie się w całej cholernej Bazie!

— Dobrze — powiedział i dodał w duchu: Jeśli urządzenia sterujące nadal są sprawne.

— Daj mi pięć minut na wyjście — dodała Anson.

— Dobrze.

Prawie tyle czasu zabrało wczytanie starego programu, który obsługiwał przegrody w szybach wentylacyjnych: dwa włazy na powierzchni góry i pojedyncze klapy, rozmieszczone niemal przypadkowo, otwierające się tylko w jedną stronę — na zewnątrz — jak zastawki w tętnicach.

Doug pamiętał, że otworzenie wielu z tych przegród było bardzo trudne, gdy czołgał się szybami siedem lat wcześniej. Zawiasy zapieczone lunarnym pyłem, niemalże zaspawane. Czy silniki zaskoczą? Czy zareagują na komendy programu?

Podniósł głowę, gdy padł na niego cień. Gordette stał nad nim z karabinem przewieszonym przez pierś.

Nim zdążył zapytać, Gordette uśmiechnął się ponuro i powiedział:

— Ja pilnuję centrum kontroli. Ochrona rozsyła zespoły w inne miejsca. Mnie kazali zostać tutaj; nie chcą mieć mnie z sobą.

Doug nie miał czasu na martwienie się o zranione uczucia Gordette’a. Zamrugał, bo nagle coś wpadło mu do głowy, i tyleż do niego, co do siebie powiedział:

— Jeśli otworzymy wszystkie szyby, możemy wydmuchnąć kamikadze, którzy się nimi czołgają.

Gordette wzniósł brwi o pół centymetra, ale nie skomentował.

— Zwłaszcza jeśli do każdego kanału zaczniemy pompować powietrze pod wysokim ciśnieniem — mówił Doug. — Przemienimy stare szyby w tunele aerodynamiczne!

Przywołał Vince’a Falcone’a, pospiesznie wyjaśnił swój plan, a potem pochylił się nad klawiaturą.

Plazmowy kanał wentylacyjny

Łatwo było stracić orientację w ciemnych, pustych plazmowych kanałach wentylacyjnych. Czołganie się w skafandrze ze stoma kilogramami materiałów wybuchowych wokół pasa nie ułatwiało zadania.

Dotrą na miejsce, powtarzał sobie Amos Yerkes. Mam najtrudniejsze zadanie, ale wykonam je. Przydzielili mi najdalszy cel, najtrudniejszy, bo wiedzą, że jestem najlepszy. Inni brali prochy dla kurażu, ale ja nigdy ich nie tknąłem. Jestem lepszy od nich i oni o tym wiedzą. Dlatego wyznaczyli mi najbardziej wymagające zadanie: wysadzenie ośrodka kontroli środowiska.

Yerkes miał dwadzieścia dwa lata i uważał się za nieudacznika, jako syn i jako mężczyzna. Ale w tym jednym nie zawiodę, obiecał sobie. „Nic w moim życiu — zacytował za Szekspirem, trochę przekręcając kwestię — nie odznaczy mnie tak szlachetnością jak rozstawanie się z życiem.”[6]

W świetle lampy na hełmie zobaczył kolejną z tych przeklętych przegród. Otwarcie paru ostatnich zajęło mu więcej czasu, niż się spodziewał. Miał wrażenie, że upłynęły godziny. Przegrody były zamknięte na amen i zanim udało mu się otworzyć pierwszą, skąpał się we własnym pocie. Kolejne klapy zatrzaskiwały się za nim z denerwującym hukiem, który musiał nieść się po całej Bazie.

Ta przegroda nie była inna: cienka metalowa płyta z zawiasami u spodu. Unieruchomiona przez zapieczony pył. Yerkes z uporem odgarniał go rękawicą, żałując, że nie może podnieść wizjera i dmuchać. Ale miał rozkaz nie rozszczelniać skafandra, na wypadek, gdyby wbrew przewidywaniom w kanałach nie było powietrza.

Gdy pracował, z potem zalewającym mu oczy, wyobrażał sobie nabożeństwo, które zostanie odprawione ku jego czci w Atlancie. Sam generał O’Conner wygłosi kazanie, pomyślał. Moi rodzice będą płakać i żałować, że nie traktowali mnie lepiej.

Vince Falcone był wdzięczny Księżycowi za niską grawitację, gdy wraz z sześcioma mężczyznami targał ciężkie butle z tlenem w kierunku ośrodka kontroli środowiska.

Pomysł Douga uważał za szalony, ale sam nie umiał wymyślić nic lepszego.

Musi się udać, powiedział sobie. Inaczej wszyscy za jakieś pół godziny będziemy martwi.

— Zabierzesz mnie do ośrodka kontroli środowiska — powiedział Japończyk.

— Nie mogę — wybuchła Edith.

Mocno złapał ją za rękę.

— Dlaczego?

Myśląc szybko jak nigdy w życiu, Edith skłamała:

— Korytarze są strzeżone. Oboje zostaniemy zastrzeleni w chwili, gdy stąd wyjdziemy.

вернуться

6

Szekspir, „Makbet”; właściwe brzmienie cytatu w przekładzie Józefa Paszowskiego: „nic w ciągu życia nie odznaczało go tak szlachetnością jak rozstawanie się z życiem.” (przyp. tłum.)